/Ciemno. Duszno i porno, jak w autobusie. Dziwne dźwięki dobywające
się z przestrzeni to trupiące gazy, wysykowywane przez otwór odbytowy zagiętej
na parol przestrzeni żygciowej pogrzebanych tutaj żywcem/
- Halo, halo! Mówi Wasz wszędziebylski wściubiacz nosa, radiaktor ze
stacji spięć i załadowań nerwowych - Tom Obcoksiężnik. Wybrałem się dzisiaj
do Hurlandii, by odnaleźć jeden z mało owrzodziałych cementarzy, a na nim
trzech zrobaczywiałych dusicieli.
/Idzie aleją, gdzie słychać jedynie trzeszczenie trumien, kości i drzewek
owocowych/
- Faktycznie, tak jak pisano w folderach, duszna tu atmosfera... /Stuka
w pierwszą nielepszą trumnę/ Może to tu?
--- Wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
- O przepraszam Panią, pomyliłem się.
/Stuka w kolejną, zbiorową mogkiłę/
-- Uhm?
- Jestem z radia.
-- Uhm??
/Słychać rozchodzący się zapach obspermionych gaci i obszczanych nogawek/
- Czemu mnie obwąchujecie?
Powstaliście zmartwych podobno pod koniec lat osiemdziesiątych i to
jako tercet nieestetyczny.
Ale ze starego składu ostał się jeno Bob, prawda?
-- Uhm...
- Hej, nie liż mi nogi, dobrze? Wiem, że obok Boba Bakchusa (perukasisty)
ASFYKS tworzą: Erik Daniels (giltara) oraz
były umrzyk z PESTILENS - Martin wan Drunen (gas i zaśpiew). Źle gra
się Wam razem?
-- Uuuuuuuuhmmmmmmm. /Słychać głośne chrup/
- Aaaaaaaaaaaaaaaaa!! Odgryzłeś mi nogę. Zatamuj chociaż krwotok...
/przemknęło parę bąków/
A wracając do wywiadu, to znani jesteście fanoszczykom przede wszystkim
z dwóch kremówek i płyty nagrobowej
"We Rak", mniej z występów na nieżywo.
/Słychać głośniejsze chrup/
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!! To druga noga! Jak ja wrócę do radia?!?
Obliż chociaż ranę!!
W tym roku ukazała się - nakładem Stancji Krwiokradztwa Senczry Midia
- płytka kostna "Krasz we Senotaf" z pięcioma złamaniami: trzech dokonano
w klinice Łódhałs w Germanii, zaś ostatnie dwa zrobiono na żywca w szkaradzinowskim
Sztokholmie.
-- Uhym. /Słychać bardziej głośniejsze chrup/
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!! To była moja lewa ręka! Coraz
bardziej mi duszno i słabo.
Nie wiem, czy zdążę dokończyć tę relację. I jeszcze ta krew.... /Krew
sika już z trzech otworów strumieniami/
-- Uhm! /Słychać jeszcze bardziej głośniejsze chrup/
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!! To prawa ręka! Proszę
opanujcie się!
/czuć wyraźnie, że opanowali się/
I powiedzcie, czy to prawda, że jesteście jedną z niewielu trójc we
wszechśmiecie chorych na zespół deatha, która nie zaraziła się tym w klinikach:
Sanlajt czy Morisałd?
-- Uhm... /Słychać, cholera jasna, jeszcze jeszcze bardziej
głośniejsze chrup/
- No to ładnie... Za chwilę mnie już nie będzie...
-- Uhm! /Słychać najgłośniejsze, jak dotąd, chrup/
- Więc może szybko wypowiem swoje ostatnie trzy życzenia: "Krasz we
Senotaf", "Rajt of Szejds" i "We Kraszer".
/Słychać już tylko zbiorowe chrup, chrup, chrup, chrup, chrup, chrup.../