OVERGROUND
25.11.1992r.
ASPHYX




/Ciemno. Duszno i porno, jak w autobusie. Dziwne dźwięki dobywające się z przestrzeni to trupiące gazy, wysykowywane przez otwór odbytowy zagiętej na parol przestrzeni żygciowej pogrzebanych tutaj żywcem/
- Halo, halo! Mówi Wasz wszędziebylski wściubiacz nosa, radiaktor ze stacji spięć i załadowań nerwowych - Tom Obcoksiężnik. Wybrałem się dzisiaj do Hurlandii, by odnaleźć jeden z mało owrzodziałych cementarzy, a na nim trzech zrobaczywiałych dusicieli.

/Idzie aleją, gdzie słychać jedynie trzeszczenie trumien, kości i drzewek owocowych/
- Faktycznie, tak jak pisano w folderach, duszna tu atmosfera... /Stuka w pierwszą nielepszą trumnę/ Może to tu?
--- Wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
- O przepraszam Panią, pomyliłem się.

/Stuka w kolejną, zbiorową mogkiłę/
-- Uhm?
- Jestem z radia.
-- Uhm??

/Słychać rozchodzący się zapach obspermionych gaci i obszczanych nogawek/
- Czemu mnie obwąchujecie?
Powstaliście zmartwych podobno pod koniec lat osiemdziesiątych i to jako tercet nieestetyczny.
Ale ze starego składu ostał się jeno Bob, prawda?
-- Uhm...
- Hej, nie liż mi nogi, dobrze? Wiem, że obok Boba Bakchusa (perukasisty) ASFYKS tworzą: Erik Daniels (giltara) oraz
były umrzyk z PESTILENS - Martin wan Drunen (gas i zaśpiew). Źle gra się Wam razem?
-- Uuuuuuuuhmmmmmmm. /Słychać głośne chrup/
- Aaaaaaaaaaaaaaaaa!! Odgryzłeś mi nogę. Zatamuj chociaż krwotok...

/przemknęło parę bąków/
A wracając do wywiadu, to znani jesteście fanoszczykom przede wszystkim z dwóch kremówek i płyty nagrobowej
"We Rak", mniej z występów na nieżywo.

/Słychać głośniejsze chrup/
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!! To druga noga! Jak ja wrócę do radia?!? Obliż chociaż ranę!!
W tym roku ukazała się - nakładem Stancji Krwiokradztwa Senczry Midia - płytka kostna "Krasz we Senotaf" z pięcioma złamaniami: trzech dokonano w klinice Łódhałs w Germanii, zaś ostatnie dwa zrobiono na żywca w szkaradzinowskim Sztokholmie.
-- Uhym. /Słychać bardziej głośniejsze chrup/
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!! To była moja lewa ręka! Coraz bardziej mi duszno i słabo.
Nie wiem, czy zdążę dokończyć tę relację. I jeszcze ta krew.... /Krew sika już z trzech otworów strumieniami/
-- Uhm! /Słychać jeszcze bardziej głośniejsze chrup/
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!! To prawa ręka! Proszę opanujcie się!

/czuć wyraźnie, że opanowali się/
I powiedzcie, czy to prawda, że jesteście jedną z niewielu trójc we wszechśmiecie chorych na zespół deatha, która nie zaraziła się tym w klinikach: Sanlajt czy Morisałd?
-- Uhm... /Słychać, cholera jasna, jeszcze jeszcze bardziej głośniejsze chrup/
- No to ładnie... Za chwilę mnie już nie będzie...
-- Uhm! /Słychać najgłośniejsze, jak dotąd, chrup/
- Więc może szybko wypowiem swoje ostatnie trzy życzenia: "Krasz we Senotaf", "Rajt of Szejds" i "We Kraszer".

/Słychać już tylko zbiorowe chrup, chrup, chrup, chrup, chrup, chrup.../