RADIO OVERGROUND
04.05.1992r.
GWAR




Ohydny jest ten świat, niedobrze się robi na myśl o tym wszystkim, co nas otacza.
Zacznijmy od siebie samych: Kto lubi pluć, ręka do góry?
To przyjemność, nieprawdaż?!?

/Słychać charkotliwie urocze gromadzenie flegmy w gardle/
Plujesz gdzie popadnie, flegma ozdabia nasze chodniki, ściany a czasem twarze innych ludzi.
Jest biała, napowietrzona, często z dodatkiem kolorowych substancji wykrztuśnych.
No, jak się czujecie?
Teraz możemy wysmarkać nos, ale bez chusteczki. Tak  po prostu, zatykasz palcem jedną dziurkę od nosa i ciach...

/Słychać gwałtowne erupcje nosowe, wystrzeliwujące szampańsko przed siebie/
... Leci smark zielono-żółty na kogoś lub na coś.
Dłonią wycierasz nos, a potem dłoń wycierasz o spodnie.
Niedobrze Wam??
Poczekajcie moment!
Jest ciepło, wybierzcie się do miasta, koniecznie autobusem.
Tam już śmierdzący tłum ludzi wita was pozbawionymi wyrazu twarzami; cuchną pachy, cuchną skarpety i buty, ktos grzebie sobie w nocie, ktoś ślini się na Twój widok.
Zbutwiały smród wczorajszego jedzenia, gorzały i zepsutych zębów narkotyzuje lepiej niż elesdi.
Nie zamykaj oczu!
Podziwiaj te spocone, zmęczone twarze, wymalowane na niebiesko oczy, pełne woskowiny uszy, tłuste i lepkie - często wzbogacone o drobne żyjątka - włosy, wreszcie obrzępolone, czarne od brudu paznokcie i ręcę.
Jak dopisze Ci szczęście to spotkasz tam - czarująco zasikanego i obrzyganego - pasażera i grupkę pijanych wulgarnych zabawowiczów, którzy albo cię pobiją albo zgwałcą albo i jedno i drugie.
Może coś zjecie?
Na przykład tak bliską naszej kulturze potrawkę z żywych białych robali...

/Słychać smaczne mieszanie i wsuwanie, jak makaronu z trzyminutowej wschodniokontynentalnej zupki z kubka/
Ohydny jest człowiek, ohydne są jego potrzeby, wydzieliny, zachowanie i śmierć.
Wszystkie mechanizmy rozregulowaują się, nic nie trzyma się - dosłownie - kupy.
Nie lepiej wygląda śmierć nienaturalna.
Ktoś strzela sobie w łeb - mózg, czaszka rozpryskują się , a krew krzepnie na czarno.
Ktoś wiesza się lub siada na krześle elektrycznym, puszczają zwieracze, gacie pełne kupy i zasikane, wywalony ozór lub spalona skóra.
A topielec?
Warto go spotkać wieczorową porą!
Opuchnięte ciało, oczy wyjedzone przez ryby i wspaniały, słodni zapach rozkładu.
Ale ten obraz przemija.
Dłużej pozostaje obraz długotrwałej ludzkiej choroby czy agonii.
Ludzie z obciętymi kończynami, poranieni ostrymi przedmiotami, bądź olani przez środki chemiczne.
Ludzie chorzy - napiętnowani przez naturę, bądź środowisko,  w jakim przyszło im żyć - ludzie ze sztucznym odbytem, z wodogłowiem, o dwóch głowach, chorzy na ejds, stwardnienie rozsiane czy napromieniowani.
Jeszcze Wam mało?!?
To tak, jak przecina się wrzód i chlusta ropa i krew.
Tak, jak pęka wyrostek i ropa zalewa jamę brzuszną; tak, jak przecinasz sobie żyły, szprejując ściany nieznanym czerwonym pismem; tak, jak kopulując ze zwierzętami, trupami czy własnymi rodzicami, zmierzając ku ogólnoludzkiej degeneracji.
Tak, jak pieniądz niszczy naturę, tak, jak cenzura morduje wolność...
Tak długo będzie Wam towarzyszyć uczucie ohydy, uczucie wstrętu, uczucie obrzydzenia... i twórczość amerykańskiej grupy GŁOR, dla której mój referat był tylko kroplą plwociny w ich ohydnie gęstej i kleistej, niecenzuralnej twórczej mazi, jaką obrzuca Was - słuchaczy płyty "Amerika Mast Bi Destrojd", wydanej w tym roku przez Metal Blejd Rekords.
Trzymajcie się!
Włączam płytę!!
I nie zapomnijcie postawić obok siebie nocnika i miski, ołkej?!?