RADIO OVERGROUND
26.05.1992r.
UNLEASHED
Historia tego ruchu sięga tysiąc dziewięćset czterdziestego piatego
roku, gdy urodziwszy się żywym, przyszły krzykacz Dżony zaczął wydawać
pierwsze rokowe brzmienia tylna częścią ciała.
Niedługo potem rzucił przedszkole, by rozpocząć życie płciowe ze starszą
od siebie o siedemdziesiąt sześc lat Elą Fiddżerald oraz by założyć wraz
z Frankiem Sinatrą kapelę osiedlową pod nazwą Kinkstones.
Po kilku miesiącach gry w okolicznych kościołach, zwabieni zgniłością
głosu Bila Hejleja dali sie namówić na zmianę stylu gry na żółte rege.
Po zaledwie kilku tygodniach wykopano Bila a przyjęto Elwisa Presleja,
który niestety okazał sie lepszym alfonsem niż muzykiem.
I tak na przełomie lat dwudziestych i 6-dziesiątych zespół Kinkstones
rozpadł się.
Nasz bohater - Dżony - spotkawszy na jakiejś balandze zagazowaną Edit
Piaf i zakochawszy się w jej pięknych obrazach malowanych palcem na szybie,
założył zespół De Bitlsik, grajacy mieszaninę Gans'en'roka.
Jednak nie trwało to długo.
Poszukując coraz to starszych rozwiązań, związał się nierozerwalnie
na tydzień ze związkiem zawodowym Niezwiązanych Węzłem Związkowym Muzyków,
gdzie znalazł nowych ludzi gotowych poddać się eksperymentom.
I tak pod nazwą Gary Gluter Bend czterech trądzikowatych pojechało
samolotem na turne do Ł-ropy.
Tam Dżony poznał Frediego Merkjury, z którym miał nieślubną trzyletnią
ciocię i ślubnego s...syna.
Nie płacąc alimentów wrócił stopem do Ałstralii, gdzie przyłączył się
do grającej hardkorowego blusa grupy Abbakadabba. Nie mogąc dojść do do
porozumienia z resztą zespołu, pewnej nocy Dżony, zjadł ich wszystkich,
by już następnego dnia wcielićdo - nowego z nazwy - zespołu Seks Brystols
maga z plemnika Gugu - Sida Wićiusa.
Seks Brystols grał symfoniczne kantry z naleciałością gry w bierki.
Niestety, śmietanka nie kisła długo, Sida powołano do klasztoru a Henry
Rolins wolał terminować w kapeli G.I.L. niż słuchać rozkazów Dżona.
A ten poznawszy na wystawie wrzodów Dżordża Majkela z miejsca zaproponował
mu miejsce w nowym zespole Metalpsika, gdzie na nerwach grała już Madona,
a Sztynk rozchodził się wokoło.
Jednak po nagraniu kilkuset pornoklipów wszyscy wrócili na łono rodziny
Priccich, z wyjątkiem - oczywiście - Dżona, który szukał kolejnej kapeli
dżezowej, w której mógłby zagrać na nosie.
Znalazł taką w republice Kanalii. Nosiła nazwę Rysk Oder Błysk i grała
grajndgospel z okolic Wąchocka.
Może to dziwne, ale do chwili obecnej ten zespół cieszy się ogromną
popularnością wśród niesłyszących oraz ludzi wrażliwych na modele samolotów
do sklejania napędzanych gumką.
W swojej dyskografii grupa Rysk Oder Błysk zdążyła już zgromadzić czterdzieści
dwie płyty długobły-szczące, kilka cyngli i kasetkę z pieniędzmi.
Natomiast jej obecny skład celny wygląda następująco: Dżony (dudy plus
trąba), Fredryk (gas), Anders (hormony) i Tołmas (kalesony).
Tak w niewielkim skrócie wygląda rozszerzona historia trupiego ruchu
Anliszt, którego czterej najwięksi kuglarze za chwilę pokarzą Wam, jak
medytują ludzie na gorącej Antarktydzie.
Posłuchajcie...