/Słychać mroczny pomruk pożądania zgromadzonej w mroku sali wystawowej
skośnookiej publiki. Z mroku w kroku wyłania się komeneltator i zaczyna
wystrzeliwać śmierdzące słowa ze swoich cuchnących ust/
- Witamy w Tokjo! Mieście skośnych oczu, piczek małych rozmiarów i
moczu w kroczu!
Mamy dzisiaj okazję uczestniczyć w oryginalnym tańcu podbrzusza z wargami
- jedynym tego rodzaju na zachodzie północy tańcu dozwolonym dla młodych
stażem oralnym widzów.
W specjalnie przygotowanym półtorametrowym otworze w suficie kurduplowatej
lepianki rodem z Hałyłud już wkrótce pojawi się ktoś - człowiek lub zwierzę,
samiec-kobieta lub facet-suka.
Zgromadzona nielicznie - w stosunku do pękającej w szwach toalety koło
kiosku z sikaczem - publika skubie płaszcze przemakalne i wtyka gumowe
podpaszki pod paski od bomb zegarkowych.
Wyczuwa się narastajacą atmosferę podniecenia.
/Syczenia odbytów i odcharkowywanie plwociny robi się zbyt głośne by
niezauważenie mogło przejść publiczne oddanie stolca przy ścianie
do przenośnego konfesjonału pozostawionego tu dzień wcześniej, przypadkiem,
przez zmotoryzowaną pieszą pielgrzymkę/
- Nieeee, jednak nie. To wysocy na metr czterdzieści ochronkarze wynoszą
jednego z widzów, wąchającego własne ekskrementy.
Przyklęknijmy...
/Wszyscy, jak jeden wąż z kieszeni zastygli z wilgotnymi palcami w gaciach,
nosach, uszach i pochwach przypadkiem przechodzących kelnerek/
- I ruszyli... ruszyli!!
Tłum wzębił się w siebie chcąc zobaczyć, kto wypełzł na kratę.
Postać ludzka z długimi włosami do złudzenia nie oprzypomina Śniętego
Mikołaja, a jednak mrowie ludzkich gąb i kończyn rwie się wzajemnie, chcąc
pozostać sam na sam ze wszystkimi z osobna.
Postać rusza się... Zmywając z siebie pierwsze koty za płoty.
Spluwa...
Co sie dzieje na dole!!
/Kłębowisko ludzkich gardzieli rzuciło się na spotkanie z wykrztuśliną,
spadającą ruchem wolno przyśpieszonym, połyskującą w blasku reflektorów
żółcią od zwymiotowanej wcześniej potrawki/
- Ta gęba, która złapie tę namiastkę ślinotoku następny seans będzie
miała za darmo!!
/Trafił się smakosz/
- Jeeeeest!! Chlasnął ozorem i błogo beknął.
Ale, ale... Na górze kolejne fanty spadają na widzów!
Przepocony podkoszulek, obrązowiałe majtki, wreszcie lekko sztywnawe
pończoszki.
"To facet!!" - krzyczy ktoś.
Pudło!
Gościa wynoszą...
Teraz uwaga!!
Przygasa światło...
Uwaga...
/W ciemnościach czuć tylko smród rozgrzanych palcami napletków i słychać
ciurkot spływającego czegoś po czyichś nogach/
- Z pomiędzy ud coś wycieka!
/Błysnęło i buchnęła trupioniebieska światłość wprost na sufit. Znowu
tłum zbił się w ruchawą kupę pośrodku klubu/
- Jednak nie wystarczy podstawić twarz - los zechce, czy w tej grze
na "Kolory Seksu" trafi się:
ŻÓŁTY - premia
CZERWONY - nagroda
czy BRĄZOWY - nagroda gówna...
czyli samogwałt na cztery ręce transmitowany na żywo, z udziałem znanych
piosenkarzy, polityków i gwiazd tego sportu!
/Ktoś wykrzykuje radośnie jakieś przekleństwa i pokazuje wszystkim swój
ufajdany czymś ryj/
- Mamy już zwycięzcę!
Biegnie się zarejestrować w Poradni "Wu".
/Chwila odprężenia zamienia błyskawicznie wnętrze sali w komorę gazową/
- Czas na kolejne emocje!
Maraton okropności!!
/Znowu widać skupienie na twarzach i pośladkach pozostających na polu
boju kibiców.
- Z góry słychać potworne warczenie i coś leci w dół/
Odpada lewa ręka sprawnie odcięta automatyczna piłą tarczową na wysięgniku.
/Znowu coś spada/
- Prawa noga... O! Już jeden z kalekich widzów przytwierdza ją sobie
w miejsce drewnianej.
/I znowu/
- Prawa ręka... Oj, zajechała chcący tętnicę szyjną... Lekarz! Lekarz!!
/Bryzgająca krew zalewa widzom oczy a ślepcom przywraca utraconą godność/
- Spuszcza się ekipa dochodzeniowo-ślepcza; przypalają palnikiem ranę
i zakładają klamry, wbijając je młotkiem w obojczyk i czaszkę.
/Stukot i chrupot twardych fragmentów wyposażenia człowieka wzmaga kolejną
falę chuci drgającej z podniecenia tłuszczy/
- Już...
Gotowe...
/Ekipa znika w specjalnie przygotowanej do tego celu czarnej dziurze/
- I ruszyli! Ruszyli!!
Podskakująca na ostatniej nodze struptyzerka - bo to ona jest rozgwiazdą
tego wieczoru - łamie nos o ścianę, wyłupując oczy wystającymi, ruchliwymi
- jak palce-grzebalce - gwoździami.
/Szaleńczy młyn rozcina ludzkimi członkami powietrze, w którym od dawna
i bezowocnie wiszą powieszone siekiery.
- To, co spada z góry musi mieć ogromną wartość/
Ci z dołu, którym uda się złapać gałkę stają się Myszjaszami, mogącymi
robić za relikwię "Oka Obłudności"!
/Znowu słychać znajomy warkot motoru/
- Uhh! Padł korpus pozbawiony nogi!
Wije się w ekstazie konania, płacząc wszelkimi ranami i nienaturalnymi
otworami.
Teraz zbliża się finał!!
/Wstrząsany konwulsjami kawał ludzkiej powłoki ostatkiem bezświadomości
ustawia się nabrzmiałą od nadmiaru złuszczonej tkanki macicy pochwą do
dołu. Doprowadza to na dole do szaleństwa chore umysłowo mrowie garniturowych
glist/
- Komu uda się doskoczyć i włożyć język...
... Temu wargi sromotnie ścisną, a potem odetną w agonii ten wspaniały
element zabaw nieletnich par mieszanych.
/Nikt już nad niczym nie panuje/
- Pozwólcie, że się dołączę...
Na chwilę...
/Widać, jak pełen wigoru komeneltator używa trupów zmiażdżonych widzów
do dotarcia na szczyt. Udaje mu się!
Wyciąga szyję i wwierca obśliniony jęzor w coś, co kiedyś było malutką,
świeżutką, pachnącą mamusim mleczkiem i chronioną błonką cipką. Po kilku
sekundach euforii i orgazmu na stojąco zostaje ściągnięty przez innych
chętnych.
Chwieje się, ale trzyma mikrofon prosto. Coś mówi/
- Yyyyyyyyyyyy, yyyy yy y yyyy. Yyy yyyyy yyy yyyy yyyyyyyy yyyyyy,
yyy yyyyyy y yyyyyyyy yyyy!
Yyyyyyy!!