RADIO RMF FM
31.03.1995r.
DEMONIAC
/Medialny kadźnodzieja rozpoczyna swój występ od obfitego powięcenia
studia i częstych znaków krzyża robionych rękami w powietrzu. Ale nie wygląda
na przestraszonego, nie, nie/
- Drodzy Bracia i Siostry!
Dzisiejsza radiowa pogadanka tyczyć się będzie problemu dość złożonego,
a mianowicie - Demona.
Jak pisał już śnięty Judasz wieki temu:
"To postać z bezkrtwi i bezkości, która nawiedziwszy słabego duchem,
drąży jego jestestwo niczym pędrak glebę żyzną, aż do czasu, gdy ten całkowicie
odmieniony odda Mu się bez granic". (Księga Grozy, Tom Opasły).
Pięknie to ujął, nieprawdaż?!?
/Powoli rozkręca się, jak guma od majtek/
- Każdy, kto jest słaby duchem... cóż to znaczy?
To każdy z nas, kto nie ma pana w sercu lub ten, kto przedkładając
uciechy świata ponad pokorę i modlitwę, otwiera się na Zło, żądze i pieniądze.
Wiem... niełatwo być cierpiętnikiem...
/Zamyślił się przez chwilę, dłubiąc paluchem w nosie/
Massmedia codziennie karmią nas gwałtem, seksem i wszelkim innym brudem.
Rzucamy się - jak w klatce - chcąc uciec, jednak Szatan mocno trzyma!
Kto ma silną wolę, niech ocuci się w modlitwie.
Inni - niech proszą o pomoc mnie!
/No, wreszcie doszedł do sedna sprawy/
- Za jedyne dziesięć złotych wysyłam pod wskazany adres formularze
z wariantami egzorcyzmów, kaganiec oraz zdjęcie naszego pana w wersji trójwymiarowej,
z mrugającym oczkiem.
/Łypie pożądliwie na centralkę w studiu, ale na razie nikt nie dzwoni.
Trzeba więc uderzyć mocniej/
- Drodzy Bracia i Siostry!
Pierwsze objawy zdemonowania ofiary niech pomogą wam umiejscowić, następnie
przekląć i spalić na stosie bezecną powłokę ludzką! A wystarczy tak niewiele!!
Wystarczy:
- wejść do seks-szopu (66-ty stopień zagrożenia zdemonowaniem);
- zajrzeć pod ogon suczce (piąty stopień);
- chodzić do kina: samemu (czterdziesty stopień), z chłopcem (pięćdziesiąty
stopień), z dziewczyną (czterdziesty drugi stopień).
Wystarczy nawet źle myśleć...
/Widać rumieńce na jego pucołowatej gębie. Zaraz będzie szczytował.../
Wracając do objawów...
Standard to głupia mina, oczopląs, drżenie rąk, swędzenie przyrodzenia,
dłubanie w nosie i gębie obiema rękami, padanie plackiem, tłuczenie głową
w mur, nieartykułowany bełkot i ślinotok.
Zaawansowane to: skręt kiszek na skutek spożywania szklanych
przedmiotów, okaleczanie się - z obcięciem członków włącznie - picie nie
rektyfikowanego moczu, przemawianie nie swoim głosem i śmiech... okropny
śmiech...
Pamiętam go dobrze...
/Nagle odpływa w inny wymiar wspomnień.../
Było to podczas mojej podróży do Łelington w Nowej Zelandii.
Dzicy, których miałem nawracać z wdzięczności zagrali mi swą pieśń...
Jak to szło...
/Z przerażeniem artykułuje niskie i przerażające w swym brzmieniu dźwięki,
przypominające ryk ćwiartowanych klechów/
Uciekłem...
Jednak te dźwięki wracają...
/Słychać, jak załamuje się psychicznie i łamie w kościach fizycznie.
To koniec jego kariery... w tym radiu/