RADIO RMF FM
28.04.1995r.
HORDE





Hordy szatynów i podludzi, przemierzające bezkresne lądy tego przeklętego globu, znalazły wreszcie swego Pana i Władcę w cielesnej powłoce aborygena Anonymousem zwanego.
O fizjonomii tak potwornej, że każdy, kto zechciał spojrzeć zezem - w Jego pokryte bliznami i strupami gałki oczne - musiał paść żywym trupem, rozkładając się błyskawicznie, chrzęszcząc i wydzielając woń podobną parfjumom "Szalej numer 666". Stąd nawet najdalsza bliska świta otaczająca obronnym pentagramem swego Wodza nosiła czapki z daszkiem i okulary bez szyb.
Atakując głównie automaty telefoniczne na karty magiczne oraz odrzutowe furmanki z krowiakiem, ogołocili doszczętnie kontynent auSrajopitekją zwany i ruszyli przez morze czerwone do staNów zJedzonych chłAmeryki i mrocznej Ł-ropy.
Wpuszczeni do miast i wsi, pod postacią stalowego złowróżbnego kozła ofiarnego, palili w krematoryjnych piecach, gwałcili bydło domowe, zjadali dziewice i prawiczków w wieku emerytalnym, burzyli świątynie i w 6 dni stawiali nowe supermarkety. Zabierali biednym i nie dawali bogatym, olewali urząd skarbowy, wykazując co roku straty z powodu wysokich kosztów zatrudnienia nowych hordowców bźdźidła oraz słabej sprzedaży breloczków z wypreparowanych jajowodów, upiększonych strupieszczonym jelitem grubym z wyraźnymi ropotwórczymi wypryskami, oraz popielnic z miednic i drogowskazów z zasuszonych rąk i nóg.
Nawet wywiad Anonymousa dla ogólnoświatowej sieci telewizji kiblowej eM.Te.Wał nie poprawił sprzedaży, natomiast wzbudził żywe reakcje nieletnich dewotek rozpoznających w nim Zabawiciela.
Coś śmierdziało!
Ukratkowe spojrzenia rzucały cień na czarne oblicze Wodza skryte pod bogobrodami, nie mogły jednak zmusić Go do działania na rzecz zagubionych dusz byłych muzyków rokowych.
Jak grom z ciemnego nieba spadła na Jego świtę wiadomość przekazana drogą migową przez telefon komorogazowy.
- On ci nie jesssssst nasz! Ma dwie odwrócone wcześśśśśśniej odwrócone krzyże na pośśśśśśladkach, wydrapane ręką opatrznośśśśśści w znieczuleniu miejsssssscowym. Ssssssprawdźcie!! - ssssssyczał bezgłośśśśśśnie donossssssiciel... znany pod pseudognidem wąŻżżżżŻ.
Dyskretna inwigilacja przyniosła zdumiewające efekty!
W przenośnym neseserze Wodza znaleziono biblię i makrotelefon do rozmów kontrolowanych z Niebem!
Jedna z druidek potwierdziła natomiast istnienie rzeczonych krzyży na czteroliterowym terenie górzystym Wodza!!
Próba konfrontacji z Wodzem zakończyła się utratą wiary i życia większości hordowian.
Anonymous prychał wodą święconą, atakował krucyfiksem, rzucał gromy, pod którymi rozstępowała się ziemia.
Ludzie wpadali do grobów, padali krzyżem, ziali duchem, tracili mowę ojczystą, słuch absolutny, więź rodzicielską, pamięć o zmarłych oraz sokoli wzrok.
Kto przeżył - mknął co kot wyskoczy do najbliższego miejsca łaźni, kaźni i bluźnierstwa.
Pomór i groza zapanowała tu i ówdzie.
Anonymous wygrał... i zamierzał to ogłosić całemu światu.
Jego rączy rumak 6-cylindrowy mknął z szybkością niedozwoloną wśród zgliszcz i ruin, z których raz po raz wynurzały się pierwsze piesze i zmotoryzowane pielgrzymki na Ciemną Górę.
Świat budził się do nowego poŻycia...

/Ktoś zaczyna grać znaną melodię z frilera rysunkowego "Porwanie Baltazara Gąbki", ale nie tylko/
Szczęśliwie w ślad za nim...
krętą ścieżką poprzez las...
mknął tajemniczy Don Pierdo - szpieg z krainy Blekowców.
Sattanna!!