RADIO RMF FM
25.02.1995r.
UNLEASHED




/Słychać końcówkę zawodzenia chóru kościelnego, wzdech tłumu a następnie podnoszenie się z klęczek pokaźnej masy tłuszczu, mięśni i kości, przyodzianej nieświeżą sutanną/
- Uwaga! Uwaga!
Podaję komunikat fatalny specjalny!!
Do wszystkich pobożnych dusz i zniewieściałych serc!!!
Do broni!!!!
Oto bowiem ponownie pojawił się w Ł-ropie wypierdek zdrowego umysłu - wikingowie.
Ci czterej bezzębni pyskacze, tworzący ultra-mega-hiper-super pokojową organizację terrorystyczną, ukrywają się pod tajemną nazwą A.N.Liszt.
Przypominam, że ci występcy są niebezpieczni oraz rozbrojeni po zęby.
Dlatego macie prawo przeczytać im ich bezprawa, kiedy już będą prawie martwi!

/Przymknął oczy, co oznaczało, że wpadł w trans klechicystyczny/
Uwaga!
Organizacja działa od tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego dziewiątego roku, kiedy to nasze boże zastępy zmiotły w proch bandę Nihilistów.
Niestety, z winy pobłażliwości władz, nie skazano członków na tortury kołem ratunkowym.
I dlatego demonstrując swe wypociny - gdzie niepopadnie - zdołali w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym zainteresować nimi margines aspołeczny oszPecji i okolic.
Niepomna apelów naszych księży Ł-ropa zignorowała tlący się ogniem piekielnym zarodek.
A z tego zarodka zrobił się niezły pasztet. Znalazłwszy wyciągniętą pomocną dłoń germańskiej kliki Senczry Midia, poszukiwani listem ogończym nasi czterej zbiegli wikingowie, uderzyli w nasze domy, w nasze rodziny i nasze wartości anno domini tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąt jeden.
"Łer No Lajf Dłels" - taki tytuł nosi tomik ich bluźnierczych wersetów.
Następnie (ci czterej) bez wiedzy rodziców odwiedzili stany zjedzone kałMeryki podróżując nielegalnie statkiem em es "Morbit Endżel". Pomimo zwiększonej kontroli uszkodzeń urodzeń, liczy godzin rekolekcji, wprowadzenia cenzury, nie udało się aresztować podejrzanych.
Opieszałość władz doprowadziła zaraz potem do kolejnego aktu łamania praw praczłowieka.
W tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym drugim roku Ł-ropę i kałMerykę zaatakował bezboży wirus autorstwa A.N.Liszta, noszący proktologiczną nazwę "Szedoułs In We Dip".
Zebrał ogromne żniwo ofiarne wśród młodocianego pokolenia staruszków i pomimo wprowadzenia godziny policyjnej, w miastach i wioskach bez prądu, nie udało się znaleźć wyjścia z sytuacji bez wyjścia.
Jednak już w roku tysiąć dziewięćset dziewięćdziesiątym trzecim przygotowani byliśmy o niebo lepiej na inwazję kreatur kreujących się na kreatywnych kretynów.
Stąd, kiedy motto "Ekros De Ołpen Si" rozbrzmiewać zaczęło w pustych mózgach naszych podludzi, uderzyliśmy ze wszystkich dwóch stron niejednocześnie.
Bijąc, paląc, łomocząc, siekając, wałkując, gwałcąc, masakrując, cenzurując i waląc na oślep wszystko, co się rusza... Zwyciężyliśmy!!
A.N.Liszt przestało istnieć razem z otaczającym nas światem.

/Na chwilę otworzył oczy, by rzucić spojrzeniem w niebiosa/
Przynajmniej tak nam się zdawało!
O zgrozo!!
Doborowe jedności czystości amoralnej właśnie doniosły, że bezduszny duch nieczystości twórczej pojawił się w naszych miastach i wsiach znowu.
Niosąc zwycięskie sztandary łopoczą z radości i śmiechu, burząc symbole wartości z taką wściekłością i pazernością przez nas utrwalane.
Dlatego, drogi słuchaczu!
Jeśli ktoś wkrótce zapuka do twoich drzwi, zaczepi na ulicy lub w biurze i zaoferuje Ci tomik grzesznych bezwierszy "Wiktory" - powiedz: "Nie!".
Słyszysz?!
Powiedz "Nie!"!

/Otworzył oczy i ze zdumieniem potoczył wzrokiem po sali.../
Halo? Czy ktoś mnie słuchał???

/... po pustej sali świątyni/