Trzy lata temu...
... Zanim bezpłodna i bezzębna starucha Brejnsztorm i śmierdzący i
pierdzący staruch Entajety Plas Priczer wydalili ze swych zgniłych wnętrz
ostatni pierd, ich połączone pępowiną trzewia wykrwawiły embriona o słodkim,
jak kał, imieniu - Infejmi.
Nikt z otoczenia wrednych i syficznych dupków nie zdążył nawet wykorzystać
go do wypróżniania butelek z moszczem bez pomocy korkowego ciągu, a już
ten koza-k zmienił się w czarną owcę, tratującą kanały upławowe ludzkich
wartości z pasją godną żygozmywarki.
Niósł Zło, zamieniające wodę w kwas rozkładający na odczynniki 6-stne
baranią ludzką wiarę.
Zmieniał ziemię w rzeżączkowisko moralnych resztek pozostawionych tu
przez stada uciekających w paprochu hipokrytów dobra.
Palił ich wielowiekowe tradycje zmorowym powietrzem, pochłaniającym
- jak podpaska - nadmiar miłości bluźniego z ropociągów ludzkich sztucznych
serc.
Ale...
Nadbiegła z ukosa boso z kosą noc rozliczeń.
I cięła rozpulchnioną opokę!
Dobywający się smród z rozdziewiczonego acz niemytego od setek lat
łona matki ziemi zasmogował rzeczywistośc wiktualną. Wszystko, co było
cięższe od ptasiej sraki wyłaziło ze skóry, by dostać w swoje zęby kawał
ludzkiego prowodyra. Zaświatowa Flota Mroku W Kroku pochłaniała w biegu
filary, opoki, kamienie węgielne dotychczasowych kultów jedynego słusznego
boga, posyłając niedobitkom bluźnierczy dar dwóch nagich pochew.
Liczyć trupy nie było sensu, nawet w celach demonstracyjnych.
Niewinna krew winnych swej ślepej wiary płynęła czterema wielkimi kanałami
zmysłów Kabala, który z wrodzoną perfidią liczył czas do zejścia Bestyji
na uprzednio przygotowany grunt.
... 6,
6,
6,
6,
6,
6,
... 666!!