CROWN OF THORNS
Hell is Here
Metal Blade/Mystic





    ... aż siedem rozkroków cierpieli Szewedzcy mesyjasze na skutek przebicia członków cierniową koroną. Wyrodzone w dziewięćdziesiątym, w czterech przeklętych umysłach, deathowe bluźnierstwo CROWN OF THORNS ukrywało swoje podłe oblicze w nie-winnych piwnicach.
Pierwszy nieoficjalny, piekielnie chory znak dało już w dziewięćdziesiątym drugim, biorąc udział w składce na ubezpieczenie od pożaru miejscowego kościoła. Parę miesiączek później - Johan, Magnus, Marko, Janne i Robert - objawili się zaświatu demonem "Forever Heaven Gone". Szkaradnie brutalny, podstępnie i mrocznie zgniatał ludzkie sumienia oraz boleśnie wysysał zło z nieprawych łon, którym następnie gasił złoża lokalnych ognisk domowych.
To publiczne Zpiekiełzstąpienie - wbrew kazaniom kaznodziejów - wzbudziło niekontrolowany zachwyt dziurawych dziewic, a niewidoczny uzbrojonym okiem szmatławy smród ich niewydymionych kroczy szybko dosięgnął nozdrzy naszych Zabawicieli. Jeden z niepokalanych członów śniętej czwórcy nie wytrzymał tego i uwiądł, wystawiając resztę na pośmiewyzwisko wiarków.
Nim jednak zdążyli donieść o wszystkim swoim spowiednikom, dziurę w całym załatał niejaki Markus, czasami znany pod pseudonimem Marcus. Dzięki niemu już zdrowaśkę później wylazł z piekiełnego wychodka kolejny demon - "Forget The Light". Trzepiąc swego kiepa w otwartych gębach zniewieściałych wiarków, związał się wężem sromorskim z łonem dziewicy pramaćki, zwanej Black Sun. Rozpalone obie strony wielokrotnie łączyły się w jedno, dziurawiąc prezerwatywy i kapturki oraz topiąc jęki rozkoszy w lejących się potem i moczem wydzielinach kroczowych. Efektem tak wyuzdanych igraszek był gorączkujący nowotworodek - "The Burning" - noszący znamiona obojga demonów, jak i świeżej woni gnijącego i rozkładającego się sedna.
Rozkrok dziewięćdziesiąty piąty przyjmował go u siebie na kolankach często.
Jedno z takich spotkań - "Of Good & Evil" - zostało sfilmowane, a następnie wyemitowane w dziennikach telewizji kiblowych Ł-ropy. Potem był jeszcze urokczysty występ na bałwankiecie poświęconym dziadowi SLAYERowi i kolejny rozkrok zacisnął się na zawsze.
Nadszedł czas na drugie zbliżenie z Black Sun. Zabawy ręczne z połykaniem płynów oraz frywolne i fikuśne penetracje - bez ubezspieczenia na życi - w nieco już rozdymanej grocie pramaćki, przyniosły świadomą pregnantację. Narodziny nowiuśkiego nowotworodka - "Eternal Death" - zbiegły się rozprutym szwem na kroczu opinii publicznej, nadając zaświatowy roz.głos i roz.bieg całej roz.prawie. Jej werdykt był jednogłośny i zmusił naszą śniętą czwórcę - w sierpniu dziewięćdziesiątego siódmego - do skrócenia sobie przyrodzenia. Wyrywając owrzodziałe ciernie wszyscy - jak jeden miąższ - pozostawili sobie jedynie samą koronkę. Otumanieni nowym doznaniem o posmaku THE CROWN, rzucili się w wir publicznych odszczytów i rekoerekcji, najczęściej w miejscach dostępnych drogą moczową. Potem wzięli udział w składce na "Statements Of Intent" i uroczyskościach ku chale SEPULTURY.
Kiedy przyszło zaproszenie zza oceanu nie czekali ani chwili. I tak latem dziewięćdziesiątego ósmego kuśkom naszych zgniłków ukazało się błyszczące krocze dziewicy o imieniu Metal Blade. Gadu, gadu, srali muchi, pierdu, pierdu i już leżała jęcząc w ekstazie, drapiąc pazurami i liżąc wargami ciała wikingów. Oni zwyciężyli, a ona zaciążyła. Poród miał miejsce w klinice zginiekologicznej Berno na kilka tygodni przed końcem rozkroku.
Trzeci nowotworodek - "Hell Is Here" - wykluł się w jedenastu kawałkach, powiązanych śmiertelną nienawiścią do wiarków tego padołu i wiarą w istnienie piekła na ziemi.
Kto nie wierzy, niech weźmie go do ręki i ....
 

/wersety pochodzą z tomiku "Ryłkołak" - "Morbid Noizz" nr 2/1999r./