DEEDS OF FLESH
Inbreeding the Anthropophagi
Repulse
Oto ostatnie zeznanie przed śmiercią oskarżonego i jednocześnie pierwsze, jakie złożył od chwili aresztowania:
"Pamiętam, że nikt nas nie lubił. Kiedyś ktoś nasrał nam na wycieraczkę.
Jeśli myślał, że zareaguję, jak inni, to się zdziwił. Smakowało mi.
Wujcio Albert, ten, co nie znosił ryb i trzymał dziecięce ubranka w
walizkach w piwnicy, mawiał, że najważniejsze jest, by żyć w harmonii z
naturą, a jej jedynym wrogiem jest człowiek.
Tatuś pracował w szpitalu. Często wracał w nocy, ale zawsze przynosił
coś na obiad.
Mamusia to przygotowywała, choć często pachniało i smakowało czymś
ostrym, chemicznym. Tłumaczyła mi, że jest konserwowane.
Była dobra dla nas. Przed snem zawsze dawała mi pić. To było słodkie
i osiadało na buzi. Zlizywała mi resztki z ust, trzymając ręce pod spódnicą
i na moim brzuszku (może troszkę niżej) i mruczała coś do snu.
Kiedyś ktoś zabił ją przed domem na szosie. Marzyła o przerwaniu ciąży,
która ciążyła jej kamiennym aktem erekcyjnym od jakiegoś czasu. Myślała,
że jak przejedzie po niej ciężarówka, to koła samochodu wypchną bezboleśnie
płód. Jasne, że wypchnęły, ale razem z wnętrznościami mamusi, przy okazji
miażdżąc jej główkę.
Kiedy tatuś przyniósł i położył na stole jej ciało, chciało mi się
śmiać, bo wyglądała jak sflaczała prezerwatywa po figlach w czasie miesiączki.
Tatuś jednak szybko odzyskał świadomość i wziął do ręki widelec. Zaczął
wiercić nim między nogami mamusi do chwili, gdy wyciągnął parujące zwoje
czegoś czerwonego.
"To jest właśnie ta wspaniała świeża Krwawa Kiszka, synu. Spróbuj!"
- powiedział.
Przeciąłem część, strzeliło brązowością i zadrgało na talerzu. W smaku
było gorzkawe, ale mięciutkie i delikatne. Cymes!
Tymczasem tatuś wyciągał kolejne krwawe zwoje z taką lubością, że nie
warto było roznamiętniać się nad tamtym kęskiem. Wpychał sobie te kiełbaski
prosto do buzi i mlaskał, wywracając oczkami. Kiedy skończył, popatrzył
na mnie tajemniczo i rzekł: "A teraz, synku, coś na deser".
Podniósł krzesło i uderzył mamusię w - i tak już zniszczoną - główkę.
Prysnęło krwią i zobaczyłem blado-różowy flak.
"Jedz! Teraz to wreszcie my będziemy najmądrzejsi". Wyrwał kawałek
i rzucił we mnie ze śmiechem. Drugi wepchnął mi do buzi. Dalej nie pamiętam,
ale chyba musiałem zwymiotować, bo tatuś kopał i walił pięściami w moją
głowę, krzycząc: "Masz już 25 lat a nadal jeść kurturalnie nie umiesz!".
Pamiętam, że w szkole też mnie nikt nie lubił. Najchętniej przebywałem w szatni, rozbieralni i ubikacji, wdychając i napawając się zapachem ludzkich ciał i nie tylko ciał. Gdy nauczyciele pytali mnie, kim chcę być, odpowiadałem, że lekarzem. Nie mówiłem im, że patologiem w szczególności. Ojczulek był ze mnie dumny. Wykrzykiwał: "Moja krew! Moja krew!".
Pamiętam swoją pierwszą dziewczynę, poznałem ją na szosie. Chciała jechać
do domu, więc ją podwiozłem... do swojego. Mówiła dużo i za szybko dla
mnie. Piła też dużo i szybko. Kochaliśmy się namiętnie. Kiedy tatuś rozluźnił
pętlę na jej szyi, powiedział dumnie:
"Synu, wreszcie jesteś mężczyzną!". Był kochany, wiedział doskonale,
jak wychowywać dzieci, by go uwielbiały i kochały do śmierci.
Potem jedliśmy dużo i tłusto. Ona nie należała do tych dziewczynek,
co to nie jedzą, dbają o figurę, biegają i tańczą. Ja tańczyć nie umiem.
Ona już zresztą też nie.
Pamiętam, jak umarł tatuś. Zaprosił kolegę z pracy. Gdy papcio z uśmiechem
odrąbał mu lewe ramię, ten odskoczył, brocząc krwią i bluzgając niecenzuralnie,
złapał elektryczny nóż i zaczął tatusia golić. Gdy, oprócz zarostu, ten
pan odciął tatusiowi uszy, wwiercił się w oczy i zrobił mu klaunowski uśmiech,
nadal myślałem, że to taka zabawa. Ale kiedy odwrócił się w moją stronę,
wiedziałem już, że to nie jest gra. Nie zdążył powiedzieć słowa, gdy garnek
wrzątku obmył jego liczka. Krzycząc przewrócił się, ale nie zdążył westchnąć,
kiedy ostrze siekiery oddzialiło jego główkę od reszty ciała; ciała, które
zaczęło tańczyć, wywijając śmiesznie kończynami.
Jak można tańczyć, gdy tatuś nie żyje?
Zmiażdżyłem i pociąłem na drobne te wredne kulasy. Podzieliłem resztę
pana i całego tatusia na duże kęsy i wyniosłem na ogródek, gdzie smakowicie
dymił grill. Ale zanim zdążyłem przygotować swoją ulubioną potrawę, przyjechali
niezapowiedziani goście, przeczytali mi moje prawa i skutego - jak
barana - przywieźli tu. I nigdy mi nie powiedzieli, co się stało z tatusiem!".
01.04.1998r. więzień został stracony na krześle elektrycznym. Oprócz
nas egzekucję obserwowali - na wyraźne życzenie skazanego - jego najbliżsi:
panowie Rick, Jim, Eric i Jacob.
Zauważyłem, że wszyscy z niekłamanym zadowoleniem patrzyli, jak ten
człowiek umiera, ślini się, krew leci mu z oczu, uszu i ust, puszczają
mu zwieracze, twardnieje penis, drgają kończyny.
Patrzyłem na ich twarze, usta, z których nabrzmiałe czerwienią języki
z mlaskiem zlizywały cieknącą ślinę.
Dow. Pl. Egz. ST. T. Ryłko
/wersety pochodzą z tomiku "Ryłkołak" - "Morbid Noizz" nr ?/199?r./