HAEMORRHAGE
Anatomical Inferno
Morbid/Mad Lion







...ktoś coś bełkocze, coś miętosi mi krocze, światło wypala mi oczodoły i  co za jebany smród nie daje mi spokoju?
Aaaa! To ja tak cuchnę!
Rozwiążcie mnie i wypuście z tego domu wariatów!
Do was mówię, pieprzone konowały!
Ruszcie dupy!
No, zauważyli mnie, ale nie wygląda mi na to, że chcą mnie uwolnić.
Ten grubas o twarzy pełnej wągrów i czyraków nachyla się nade mną i czuję, jezuuu, czuję jak jego wilgotne usta chwytają mojego ptaszka, a sczerniałe zęby kruszą i łamią się w miarę, jak mój wąż sztywnieje.
Twarz mu puchnie w miarę ssania, żółtawa ropa zaczyna strzykać z pękających wągrów, a z nosa zaczyna ściekać zielona wydzielina.
Nie mogę już dłużej utrzymać moczu, więc opróżniam cały pęcherz w niego.
Widzę jak łyka i przełyka, choć jego gałki oczne pękają, jak orzechy pod naporem płynów.
Zaraz wykituje.
Wtedy podbiega ta pielęgniarska dziwka i kopie go w brzuch.
On gwałtownie wyrzygowuje wszystko wprost na moje krocze i tułów.
Patrzę, jak ta brunatno-żółta treść rusza się od mnogości glist ludzkich i owsików szukających łapczywie nowego pożywienia. Co ja tu, kurwa, robię?!?
I gdzie się pchasz na mnie, ruro, z tym rozbabranym kroczem?!
Chcesz tu na mnie rodzić?!!
Ona nie słyszy, prezentując dorodne kłykciny na zadrożdżonym i zagrzybionym sromie.
Wrzeszczy i wyskrobuje własnymi pazurami zmacerowane kawałki ludzkie ze swego wnętrza i wpycha mi do gęby.
Masz! - ryczy - przecież chciałeś zobaczyć i poznać przed śmiercią swoje dziecko!
Następnie chwyta oburącz za wargi swego zawszonego łona i gwałtowanie rozrywa, powodując wypadnięcie odbytnicy i pozostawienie na mnie parującego smolistego esa-floresa.
Wtedy ten zapryszczony wuj chwyta ją od tyłu za cycki i miętosi, jak świąteczne ciasto.
Ściska coraz mocniej, aż brodawki sikają sfermentowanym pokarmem, potem krwią, a na końcu silikonowym tłuszczem.
I to wszystko na moją twarz!
Chyba zaraz rzygnę.
Kiedy ona pada na mnie bez ruchu, ze szklanymi oczami wpatrzonymi w moje, widzę miejsce po biopsji mózgu, z którego zaczyna się sączyć płyn mózgowo-rdzeniowy.
Mniam, mniam, nawet nieźle smakuje!
A niech to cholera!
Jeszcze i ty się na mnie kładziesz?!?
Ledwo mogę oddychać, kiedy on zaczyna rżnąć leżącego na mnie trupa.
Czuję, jak jej pęka skóra i jeszcze ciepłe jelita oplatają moje ciało.
Wtedy on rozcina jej skórę na rękach i wypruwa z nich żyły, którymi wiąże nas z sobą.
Rany szarpane obficie krwawią.
Może gazik?
Ale nie chodziło mi o ten z dupy, baranie!
Już o tampon na pewno nie poproszę, bo i tak już niczego nie czuję.
Choć coś czuję!
Śmierdzi benzyną.
Jeden błysk i temperatura podskakuje, jak oparzona.
Ogień zaczyna trawić nasze zwłoki.
Skwierczy  tłuszcz hodowany tyle lat, przez co spalona skóra nie staje się sucha, tylko chrupiąca.
Wnętrzności gotują się, płyny wyparowują, organizm oczyszcza się.
Już wkrótce na pewno będę zdrowy.
Słodki smród wypełnia moją wyobraźnię, a rzeczywistość odpływa...
Czy to znowu jeszcze nie koniec?
Znowu słyszę cudny, dziewiczy głosik mówiący słodko:
"Doznał Pan poparzenia 6-ego stopnia, ale transplantacja się udała.
Teraz niech Pan tylko otworzy buzię i połknie te pigułki".
I czuję, że wpycha mi palce... w dupę!!!
 

/wersety pochodzą z tomiku "Ryłkołak" - "Morbid Noizz" nr 1/1999r./