IMPALED NAZARENE
Latex Cult
Osmose Productions




Kto żyw... już dawno padł trupem na wieść o nowej płycie pogrobowej bezecnych Fińczyków pod wodzą Mikka Luttinena. I choć perturbacje personalne wstrząsnęły zaświadkiem zgniłków w całej bezbożej Europie, dając okazję do samogwałtu mało odpornym na wypadnięcie odbytu, to silni chuchem i zwarci ciałem fanatycy zgnilizny moralnej nie pękali niczym prezerwatywy kupowane na sztuki w kiosku.
I słusznie... sam tytuł jest przecież wezwaniem włączenia się do odwiecznej gry płci.
Trzy, dwa, jeden...
I ruszyli, ruszyli!
13 numerków (bez Intra) wypełniających nagrobek "Latex Cult" przenosi nas w nieco zamierzchłe - acz ciągle kultowe - czasy płyt "Tol Cormpt Norz Norz Norz" czy "Ugra-Karma", choć miejscami należałoby sięgnąć do archiwum rocka lat 80. - do czasów II eksplozji punk rocka (DISCHARGE) i speedcora (DRI, SEPTIC DEATH, HERESY). Stąd może i opinia niektórych zachodnich dziennikarzy, że bez Kimmo Luttinena - dotychczasowego motoru napędowego - IMPALED NAZARENE nie stworzy już niczego nowego. Dziennikarze jak zwykle pieprzą, bo przecież lepiej "mieć własny styl" niż zmieniać się na gorsze, czyli się komercjalizować.

Tematyka "Latex Cult" podporządkowana jest tytułowi, dlatego takie utwory, jak: "Motorpenis", "Masterbator" czy "I Eat Pussy For Breakfast" przewodzą w wulgarności czy niesmaczności. Nieszczęśliwie nie brakuje jednakże tych mrocznych i bluźnierczych ("1999: Karmakeddon Warriors", "Goat War", "Punishment Is Absolute") czy kompletnie chorych i zwariowanych ("Bashing In Heads", "Delirium Tremens"), co pozwala przeżywać "na własne uszy" to, co mędrcy i szarlatani zwykli byli określać mianem "zbliżającego się Końca Świata".
Tyle że z takimi szaleńcami, jak IMPALED NAZARENE możemy być spokojni o końcowy wynik meczu.

Ryłkołak
 

/wersety pochodzą z tomiku "Ryłkołak" - "Morbid Noizz" nr 2/1996r./