Po rozkrokach utajenia odnowił się na death metalowej dupie wrzód chłamerykańskiego
pochodzenia.
Nie rozpoznany w nieszporę przez służby medyczne kancerował i rozwijał
się bez przeszkód.
Skażenie osobowości trupią treścią nastąpiło prawdopodobnie w marcu
zeszłego rozkroku w miejscu okołodbytowym, zwanym The Recording Workshop.
Niespotykanie obfity wytrysk gnijącej mosznowej śmietanki, sprowokowany
miętoszeniem siurka nieżyjącego już ludzkiego korpusu, wniknął do analnego
krateru, rozpoczynając chorobostwórczą penetrację.
Cztery cielska obce, obłe i ohydne poczęły drążyć tkanki, rozfermentyzując
ścianki komórkowe żrącą wydzieliną swoich gruczołów.
Nastąpiły wysięki glutowatej substancji o smaku niemytej podczas okresu
cipy, następnie maceracja poszczególnych organów i ich obumarcie.
System nerwowy złamał się przy najlżejszej próbie rozwiązania problemu
niechcianej ciąży, zaś system immunologiczny zaprzestał odróżniania prawdy
od fałszu.
Jedynie produkcja spermy nie została zatrzymana.
Wypychając krew z ciała nadaje mu kurewsko pociągającego wyglądu, któremu
żaden pożądny nekrofil się nie oprze.
A żyjąc w padole zamieszkałym przez nacje religijnie obciążone kultem
zmarłych możemy być pewni, że bagatelizowana przez zaświat plaga dotrze
już wkrótce do bram naszych ciał.
Ciał uzbrojonych jedynie w jedno działo i jeden otwór strzelniczy.
Strzeżmy się więc przypadkowych stosunków płciowych z nieznanymi sobie
trupami.
Nie spożywajmy spermy niewiadomego pochodzenia!
Używajmy ciał zmarłych kobiet - u nich nie stwierdzono dotąd żadnego
zarażenia!
Wszelkich dezinformacji na ten temat udziala firma Ablated, a w naszym
kraju - Pagan.
/"Morbid Noizz" nr 2/2000r./