Z miejsca wyjaśnijmy sobie - ta Nausea nie jest nowojorskim hardcorowym
bandem o tej samej nazwie, jak również nie należy kojarzyć nazwiska wokalisty
z liderem grupy Evildead, a jeżeli już to z formacją Terrorizer.
Jednak wszystkie wspomniane zespoły wetknęły swoje "trzy grosze" w
twórczość tej Nauseai zarówno w warstwie muzycznej, jak i tekstowej.
Wynikiem?
Hardcorowe brzmienie, na które składają się gatunki fascynujące muzyków:
począwszy od thrash metalu, poprzez death a skończywszy na grindzie.
Mimo braku super klarowności jakości zapisu ten debiutancki longplay
zadowoli niewybrednych fanów metalu, zaś tym wybrednym dostarczy powodów
do kręcenia nosem.
Szczęśliwie płyta trwa zaledwie ponad 20 minut, więc tym ostatnim nos
się nie urwie...
Ale mają rację, przyznaję.
Spośród ośmiu kompozycji składających się na "Crime Against Humanity"
nagrodzenia wieńcem laurowym - za intrygującą linię melodyczną, nastrój
i kopnięcie - mogą dostąpić jedynie: "Mind Dead", "Point Of Discharge",
"Production Ends" i "Dreams And Prophecies".
Natomiast reszcie łatwiej przyznać wieniec pogrzebowy niż ten z zielonych
liści wawrzynu.
W warstwie tekstowej Nausea także nie stara się być zbyt oryginalna.
Przesłania tworzone przez Oscara, zdające się jedynie odgrywać rolę
piątego instrumentu, biegną w dobrze znanych kierunkach: oceny szans życia
na Ziemi przy takim stopniu zanieczyszczenia środowiska; pokazania skutków
działania systemów kontroli i zniewolenia jednostki oraz zagubienia pojedynczego
człowieka w społeczeństwie; rozpamiętywania lub przepowiadania wojny.
Podsumowując, cóż z tego, że Oscar chwycił za gitarę, poprawił siłe
głosu, skoro efekt nie zabija!
Na dodatek "Crime Against Humanity" trwa zbyt krótko, by zdążyć wyciągnąć
wnioski na przyszłość.
I dlatego ta Zbrodnia Przeciwko Ludzkości nie odbije się silnym echem
w metalowym światku, chyba że będzie to efekt zbyt dużej ilości wypitego
piwa.
/powyższe wybroczyny nie zostały dopuszczone do druku w magazynie "Tylko
Rock" gdzieś na przełomie 1991 i 92r./