Maciej Zembaty - Leonard Cohen
- teksty utworów -1. Alleluja (hallelujah)
2. Dzisiaj tu, jutro tam (passin' thru)
3. Kołysanka myśliwego (hunter's lullaby)
4. Tańcz mnie po miłości kres (dance me to the end of love)
5. Prawo (the law)
6. Lawina (avalanche)
7. Żona cygana (the gypsy wife/gypsy's wife)
8. Wciąż wojna trwa (there is a war)
9. Jeśli wola twa (if it be your will)
10. Goście (the guests)
11. Opowiadanie izaaka (story of isaac)
12. Siostry miłosierdzia (sisters of mercy)
13. Upokorzona miłością (humbled in love)
14. Okno (the window)
15. Zamglone życie (the smokey life)
16. Zdrajca (the traitor)
17. Madonna samotności (our lady of solitude)
18. Lover, lover (lover, lover)
19. Dziś w nocy będzie fajnie (tonight will be fine)
20. Partyzant (partisan)
21. Ptak na drucie (bird on the wire)
22. Diamenty w kopalni (diamonds in the mine)
23. Jedno z nas nie może się mylić (one of us cannot be wrong)
24. Słynny niebieski prochowiec (famous blue raincoat)
25. Wspomnienia (memories)
26. Wydaje się tak dawno, Nancy (it seems so long ago, nancy)
27. Maleńka, nie wolno się żegnać w ten sposób (hey, that's no way to say goodbye)
28. Zuzanna (suzanne)
29. Nauczyciele (teachers)
30. Kim jestem ty wiesz (you know who i am)
31. Kto w płomieniach? (who by fire?)
32. Czy to jest to czego chciałaś? (is this what you wanted)
33. Manhattan (first we take manhattan)
34. Joanna D'arc (joan of arc)
35. Rzeźnik (the butcher)
***
Alleluja (hallelujah)
Tajemny akord kiedyś brzmiał
Pan cieszył się, gdy Dawid grał
Ale muzyki dziś tak nikt nie czuje
Kwarta i kwinta, tak to szło
Raz wyżej w dur, raz niżej w moll
Nieszczęsny król ułożył Alleluja
Na wiarę nic nie chciałeś brać
Lecz sprawił to księżyca blask
Że piękność jej na zawsze cię podbiła
Kuchenne krzesło tronem twym
Ostrzygła cię, już nie masz sił
I z gardła ci wydarła Alleluja
Dlaczego mi zarzucasz wciąż
Że nadaremno wzywam Go
Ja przecież nawet nie znam Go z imienia
Jest w każdym słowie światła błysk
Nieważne, czy usłyszysz dziś
Najświętsze, czy nieczyste Alleluja
Tak się starałem, ale cóż
Dotykam tylko, zamiast czuć
Lecz mówię prawdę, nie chcę was oszukać
I chociaż wszystko poszło źle
Przed Panem Pieśni stawię się
Na ustach mając tylko Alleluja
***
Dzisiaj tu, jutro tam (passin' thru)
Zapytałem raz Jezusa, czy nienawiść w sercu ma
do ludzkości, co skazała go na krzyż
- O miłości lepiej mów
Nie mam czasu, bywaj zdrów
tyle jeszcze do zrobienia, muszę iść
Dzisiaj tu, jutro tam
każda radość krótko trwa
Dobrze z Tobą było nam
więc śpiewajmy: dzisiaj tu, a jutro tam
Kiedy Adam raj opuszczał
z jednym jabłkiem w dłoni swej
zapytałem go, co dalej będzie z nim
- Będę orał, sadził, siał
o deszcz modlił się co dnia
Teraz całkiem sam zostałem, muszę iść – tak jak ty
Byłem razem z Waszyngtonem, gdy na chłodzie
z armią drżał
I spytałem, w imię czego cierpią tak
- Kiedy człowiek rację ma
nawet życie za nią da
choćby wiedział, że odejdzie tak czy siak
Kiedy Franklin Roosevelt konał, usłyszałem jego głos
rzekł: - Z tej wojny zjednoczony wyjdzie świat -
Stary dureń!
Czy Rosjanin, czy Wuj Sam
każdy z nas jest taki sam
jedna droga, dzisiaj tu, a jutro tam
***
Kołysanka myśliwego (hunter's lullaby))
Twój ojciec jest na łowach
Zabłądził, pochłonął go gąszcz
Nie może zabrać żony swej
Nie może dziecka wziąć
Twój ojciec znów poluje
Przez glinę, lotny piach
I nie może z nim kobieta pójść
Chociaż dobrze drogę zna
Twój ojciec znów poluje
Przez srebro i na szkle
Gdzie tylko chciwość wejdzie
Lecz duch, duch nie może przejść
Twój ojciec jest na łowach
on bestię schwytać chce
Zostawił śpiące dziecko
I błogosławieństwo swe
Twój ojciec jest na łowach
Szczęśliwca stracił wdzięk
I stracił czujne serce
Które strzegło go przed złem
twój ojciec jest na łowach
Pożegnać kazał cię
Ostrzegał, że nic go nie wstrzyma
Więc nie będę próbował, o nie
***
Tańcz mnie po miłości kres (dance me to the end of love)
Wtańcz mnie w swoje piękno
i niech skrzypce w ogniu drżą
przez paniczny strach aż znajdę
swój bezpieczny port
chcę oliwną być gałązką
podnieś mnie i leć
tańcz mnie po miłości kres
ach pokaż mi swe piękno
póki nikt nie widzi nas
w twoich ruchach odżył chyba
Babilonu czas
pokaż wolno to co wolno
tańcz mnie po miłości kres
odtańcz mnie do ślubu aż
tańcz mnie tańcz mnie tańcz
tańcz mnie bardzo delikatnie
długo, jak się da
bądźmy ponad tą miłością
pod nią bądźmy też
tańcz mnie po miłości kres
tańcz mnie do tych dzieci
które proszą się na świat
przez zasłony które noszą
pocałunków ślad
choć są zdarte lecz w ich cieniu
można schronić się
tańcz mnie po miłości kres
wtańcz mnie w swoje piękno
i niech skrzypce w ogniu drżą
przez paniczny strach aż znajdę
swój bezpieczny port
pieść mnie nagą dłonią
albo w rękawiczce pieść
tańcz mnie po miłości kres
***
Prawo (the law)
Dzwoniłaś do mnie dość często
Lecz za późno o włos
Sam zostałem jak palec
Trudno, taki mój los
Ja nie czuję się winny
Lecz rozumiem już to
Że prawo jest, ramię jest i dłoń
Moje serce to pęcherz
W rezultacie tej gry
Gdyby księżyc miał siostrę
To taką jak ty
Będę tęsknił za tobą
Chociaż złożyć chcę broń
Prawo jest, ramię jest i jest dłoń
To był układ śmierdzący
Od pierwszego już dnia
Ja nie żądam litości
Od ludzi – nie ja
Jak tu żądać litości
Kiedy jeszcze trwa sąd
Prawo jest, ramię jest i dłoń
Ja nie czuję się winny
W każdym razie nie wprost
Prawo jest, ramię jest i dłoń
Tyle mogę powiedzieć
Na obronę swą
Lecz chyba nie za nic
Skreślono mnie stąd
Razem z moim aniołem
Runąłem na dno
Prawo jest, ramię jest i dłoń
***
Lawina (avalanche)
W lawinę wszedłem, która wnet
przykryła duszę mą
Czy wiesz, że garbus, znany ci
pod złotym wzgórzem śpi?
Ty, która chcesz pokonać ból
musisz służyć, dobrze służyć mi
Czasem się otrzesz o mój bok
po złoto schodząc tu
i karmisz karła, chociaż on
nie skarży się na głód
Na cóż mu towarzystwo twe
on w samym środku, w środku świata jest?
Na ten piedestał to nie ty
dźwignęłaś przecież mnie
Nie zmusisz mnie, bym ukląkł
nagością budząc śmiech
Ja jestem piedestałem sam
Na którym wznosi, wznosi się mój garb
Ty, która chcesz pokonać ból
jak masz dostąpić moich łask
te okruszyny dając mi
zamiast swą miłość dać?
Nikt nie uwierzy tu w twój ból
jest tylko cieniem, cieniem moich ran
Dziasiaj za tobą tęsknię choć
nie wierzę przecież w nic
Dzisiaj o ciebie proszę choć
niczego nie brak mi
Ty, mówisz, że odeszłaś już
lecz jeszcze czuję, czuję oddech twój
Łachmanów nie noś, dobrze wiem
nie jesteś biedna tak
i mniej gwałtownie kochaj mnie
gdy ci odwagi brak
Na miłość twoja kolej dziś
twe ciało już na sobie mam
***
Żona cygana (the gypsy wife/gypsy's wife)
Gdzie, gdzie
Gdzie jest cygańska żona ma?
Najdziksze plotki o niej znam
To jeden fałsz
Lecz z kim to ona tańczy dziś
Bezwstydnie i beztrosko?
Czyj cień w ramionach tuli swych
Tak mocno?
Gdzie, gdzie jest cygańska żona ma?
W zmęczonej, starej knajpie
Błyskają srebrne noże
Na stole tańczy widmo
W koszuli panny młodej
- To ciało – mówi – światłem jest
- Jest drogą i nauką!
Więc dłonie swe zaciskam w pięść
I chwytam ślubny bukiet
Gdzie, gdzie jest cygańska żona ma?
Na Tęczę jest za wcześnie
Za wcześnie na Gołębia
To czasy są Ciemności
Potopu – to jest Kres
Żadnego z mężczyzn nie ma już
I nie ma żadnej z kobiet
Lecz ten, kto wtargnie między nich
Zostanie osądzony
Gdzie, gdzie jest cygańska żona ma?
***
Wciąż wojna trwa (there is a war)
Wciąż wojna trwa
Między biednym i bogatym
Wojna między mężczyzną i kobietą
Między tymi, którzy mówią: “tak”
I tymi, którzy wiecznie przeczą
Czemu nie idziesz na tę wojnę?
Tak trzeba, włącz się
Czemu nie idziesz na tę wojnę?
To dopiero początek
Mieszkam tu z kobietą i potomstwem
Ta sytuacja stanowczo trwa zbyt długo
Gdy się uwalniam z ramion jej oznajmia
Ty nazywasz to miłością – ja usługą
Czemu nie idziesz na tę wojnę?
Nie bądź turystą
Czemu nie idziesz na tę wojnę?
Jeszcze jest miejsce
Czemu nie idziesz na tę wojnę?
Napluj na wszystko
Zmieniłem się i znieść mnie już nie możesz
Wolałaś, gdy zachowywałem się wytwornie
Z łatwością prowadziłaś mnie na sznurku
I nawet nie wiedziałem nic o wojnie
Czemu nie idziesz na tę wojnę?
Wyjdziesz na swoje
Czemu nie idziesz na tę wojnę?
Znajdź sobie żonę
Wciąż wojna trwa
Między biednym i bogatym
Wojna między mężczyzną i kobietą
Między lewicą i prawicą
Czarnym i białym
Parzystym i nieparzystym
Czemu nie idziesz na tę wojnę?
Weź słodki ciężar
Czemu nie idziesz na tę wojnę?
Na pewno przegrasz
Czemu nie idziesz na tę wojnę?
Weź słodki ciężar
Czemu nie idziesz na tę wojnę?
Na pewno przegrasz
Czemu nie idziesz na tę wojnę?
Słyszysz?!?
***
Jeśli wola twa (if it be your will)
Jeśli wola Twa
To umilknę znów
I uciszę głos
Tak, jak kiedyś już
I w milczeniu
Będę czekał aż
Znowu wezwiesz mnie
Jeśli wola Twa
Jeśli wola Twa
Prawdą zabrzmi głos
I z Kalwarii tej
Pieśń zaśpiewam swą
I z Kalwarii tej
Modły w górę wzniosą się
Jeśli wola Twa
Zaśpiewam pieśń
I z Kalwarii tej
Modły w górę wzniosą się
Jeśli wola Twa
Zaśpiewam pieśń
Jeśli wola Twa
Jeśli wybór masz
Rzekom wodę daj
Wzgórzom radość daj
Litościwy bądź
Dla cierpiących w piekle serc
Jeśli wola Twa
To ulecz je
I mocniej nas zwiąż
I bliżej weź
W zabójczych ubraniach
Wszystkie dzieci twe
W świetlistych łachmanach
Gotowe na kaźń
I zakończ tę noc
Jeśli wola Twa
***
Goście (the guests)
Jeden po drugim goście wciąż
Nadchodzą z różnych stron
Wielu z otwartym sercem
Z pękniętym mało kto
I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi
I po cóż im płynie wino z kadzi
Ja chcę kochać, kochać, kochać, kochać
Ach, chcę kochać dziś
Ci, którzy tańczą, nuże tańczyć
Ci, którzy płaczą, łkać
Witajcie wszyscy, woła głos
Do środka proszę was
I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi...
I wchodzą, potykając się
Samotni, pełni smutku
I mówią, odsłoń wreszcie twarz
Lub czemuś mnie opuścił
I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi...
W blasku pochodni wielkie drzwi
Otwarły się na oścież
Jeden po drugim wchodzą więc
Targani namiętnością
I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi...
I biesiadują, spiesząc się
Bo pałac znika już
Jeden po drugim wrócą przez
Ten ogrodowy mur
I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi...
Ci, którzy tańczą, nuże tańczyć
Ci, którzy płaczą, łkać
A ci, którzy zbłądzili
Znów błądzą jeszcze raz
I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi...
Jeden po drugim goście wciąż
Nadchodzą z różnych stron
Wielu z otwartym sercem
Z pękniętym mało kto
I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi...
***
Opowiadanie izaaka (story of isaac)
Drzwi się otwarły z wolna
Mój ojciec stanął w drzwiach
Miałem wtedy dziewięć lat
Stał nade mną, był wysoki
Lśniły niebieskie oczy
Zimno zabrzmiał jego głos
Gdy powiedział – Miałem wizję
Jestem silny, jestem święty
Muszę spełnić, co rzekł Pan
Wyruszyliśmy więc w góry
Ojciec kroczył, a ja biegłem
Złoty topór ojciec niósł
Drzewa zmalały w oczach
Staw zmienił się w zwierciadło
Ojciec wypił wina łyk
I odrzucił pustą butlę
Gdy rozprysła się w kawałki
Mocno ujął moją dłoń
Zobaczyłem orła
A może to sęp kołował
Nie wiem tego po dziś dzień
Ojciec zaczął wznosić ołtarz
Raz obejrzał się przez ramię
Nie pilnował prawie mnie
Wy, co wznosicie ołtarze dziś
Żeby poświęcić dzieci swe
Nie czyńcie więcej tak!
Bo schemat nie jest wizją
I nikogo z was nie kusił
Żaden Szatan, żaden Bóg
Wy, co stoicie nad nimi dziś
I wznosicie tępe ostrza
Was nie było wtedy tam
Gdy leżałem w górach, w słońcu
Gdy zadrżała ręka ojca
Porażona pięknem Słów
Więc, gdy mnie zowiesz bratem swym
Wybacz, jeśli zapytam cię
Jaki masz braterstwa wzór?
Gdy wszystko się rozpada w pył
Pod przymusem zabiję cię
Lecz pomogę, gdy będę mógł
Gdy wszystko się rozpada w pył
Pod przymusem pomogę ci
Lecz zabiję, gdy będę mógł
Żałując naszych uniformów
Ludzi pokoju, ludzi wojny
Paw rozpostarł ogon swój
***
Siostry miłosierdzia (sisters of mercy)
Ach, siostry miłosierdzia
Są tu wciąż, nie wypędził ich nikt
One na mnie czekały
Gdy myślałem, że brak mi już sił
Pocieszyły mnie najpierw
A potem mi dały swą pieśń
Myślę, że je odwiedzisz
Ty tak długo włóczyłeś się też
Porzuciłeś to wszystko
Z czym nie mogłeś uporać już się
Od rodziny zacząłeś
A na duszy zakończysz wnet swej
Ze mną było tak samo
Wiem, że może być gorzej niż źle
Gdy nie czujesz się święty
Twa samotność grzesznikiem cię zwie
One kładły się przy mnie
A ja spowiedź czyniłem im swą
Ocierały me oczy
A ja ocierałem ich pot
Gdy twe życie jest liściem
Zerwanym, miotanym przez czas
Swą miłością cię wzmocnią
Pełną wdzięku, zieloną jak sad
Gdy wyszedłem, już spały
Mam nadzieję, że udasz się tam
Nie pal światła, ich adres
Przy księżycu odczytać się da
Ja nie będę zazdrosny
Jeśli one osłodzą twą noc
Nasza miłość jest inna
A więc wszystko w porządku, ot co
Nasza miłość jest inna
A więc wszystko w porządku, ot co
***
Upokorzona miłością (humbled in love)
Czy pamietasz nasze obietnice
Z tamtej nocy pełnej ognia i gwiazd?
Są zniszczone, wyblakłe, podarte
Jak ćmy w stęchłym, żółtym świetle dnia
Nie odnowi ich ani pokuta
Ani prawdy transfuzja do żył
Nawet zemsta sie na nic nie przyda
Poskręcane i zmiażdżone są na pył
Mówisz, że miłość poniża cię
ścina z nóg
Że z nią klęczysz w błocie
Obok mnie
Skąd ta gorycz, powiedz mi
Ja klęczę pogrrążony
Tak jak ty
Obietnice zabrały dzieci
I przeniosły je z przeszłości gdzieś
Poza wszelkie groby i opłotki
Tam gdzie miłość w końcu kryje się
Tam gdzie opis nie jest już możliwy
Tam gdzie za moment, za dwa
Żaden grzesznik nie będzie się kajać
Żadna z ofiar kuśtykać pod sąd
Mówisz, że miłość poniża cię
ścina z nóg
Że z nią klęczysz w błocie
Obok mnie
Skąd ta gorycz, powiedz mi
Ja klęczę pogrrążony
Tak jak ty
Miła, weź przykład z dziewicy
Co ochoczo do kochanka swego lgnie
Zobacz, niczym gwiazda spadająca
Zimna zbroja obcego znika gdzieś
Nie wymieniaj pożądania na tę wizję
Przecież jedno i drugie może trwać
Nie ujrzysz nigdy mężczyzny tak nagiego
Ja nie zbliżę do kobiety się aż tak
***
Okno (the window)
Dlaczego stoisz przy oknie
Wciąż piękną i dumną chcąc być?
Twe piersi kaleczy cierń nocy
Włócznia wieku w twym boku już tkwi
Giniesz w łachmanach sumienia
Szukając zapachów i barw
Nerwy napięte i srebrne
Zwiotczały, stoczyła je rdza
Miłości wybrana
Miłości zmrożona
Plątanino materii i ducha
Wybranko aniołów
Demonów i świętych
Zastępu złamanych serc
Uspokój tę duszę
Uspokój ją
Ucałuj policzek księżyca
I z chmury niewiedzy swej wyjdź
Nowe Jeruzalem spłonęło
Po cóż czekać w ruinach na świt?
Na trudy się nie skarż ni słowem
i niech nie współczuje ci nikt
Jak róża po drabinie cierniowej
Pnij się w górę w milczeniu przez łzy
Miłości wybrana
Miłości zmrożona
Plątanino materii i ducha
Wybranko aniołów
Demonów i świętych
Zastępu złamanych serc
Uspokój tę duszę
Uspokój ją
Rzuć potem swą różę do ognia
I słońcu w ofierze ją złóż
Zaś słońce niech weźmie w ramiona
Najświętszy Jedyny Bóg
Bóg marzy o śmierci litery
Bo żaden nie znaczy nic znak
Lecz sprzyja ciągłemu jąkaniu
Słów chcących ciałem się stać
Miłości wybrana
Miłości zmrożona
Plątanino materii i ducha
Wybranko aniołów
Demonów i świętych
Zastępu złamanych serc
Uspokój tę duszę
Uspokuj ją
***
Zamglone życie (the smokey life)
Tak cię widzę pierwszy raz
Pewnie apetyt wielki dzisiaj masz
Niestety, nie znajdziesz u mnie
Wielu dań
Mieliśmy przecież lekko traktować to
Więc weźmy ślub na jeszcze jedną noc
Lekkości, lekkości starczy nam
Na pewno lekkości starczy nam
Pamiętasz, gdy rozmyła się sceneria
Chodzić w powietrzu nauczyłem cię
Więc nie patrz w dół, bo w dole już
Nikogo nie ma – tak czy siak
Zamglone Życie wszędzie toczy się
Uspokój wreszcie serce swe
Jesienne liście wiedzą, że
Czekając na śnieg
Tylko tracą czas
Nic nie mów już, bo spóźnisz się
Na próżno w tym próbujesz znaleźć sens
Lekkości, lekkości trzeba nam
Wyłącznie lekkości trzeba nam
Pamiętasz, gdy rozmyła się sceneria
Chodzić w powietrzu nauczyłem cię
Nie patrz w dół, bo w dole już
Nikogo nie ma – tak czy siak
Zamglone Życie wszędzie toczy się
Wracaj do mnie, kiedy tylko chcesz
Albo kogoś z mych przyjaciół sobie weź
Lekkości, lekkości starczy nam
Na pewno lekkości starczy nam
***
Zdrajca (the traitor)
Po Angielskiej Rzece płynął Łabędź
Róża Miłości otworzyła drżący pąk
Leniwe lato z opaloną panią
Z drugiego brzegu śledził nas Wysoki Sąd
Więc rzekłem matce – Matko, muszę odejść
Zamknij mój pokój, ale proszę nie lej łez
Jeśłi usłyszysz, że skończyłem marnie
Wiń za to raczej atmosferę zamiast mnie
Zaraziłem Różę szkarlatyną
Łabędzia zwiodłem na manowce – biedny ptak
W końcu przyznała, żemnajlepszy z jej kochanków
I jeśli uschnie, potępiony będę ja
- O włos chybiłeś – rzekli na to cni Sędziowie
- Zbierz swe oddziały i bezzwłocznie ruszaj w bój
Na Ludzi Czynu nacierają Marzyciele
Zwyciężą, jeśli obowiązek spełnisz swój
Lecz nazbyt długo zatrzymały mnie jej uda
Całowałem, jakbym studnię wypić chciał
Własna fałszywość użądliła mnie jak szerszeń
Sparaliżował moją wolę groźny jad
Nie mogłem wstać, by ostrzec mych żołnierzy
Że ich opuścił doświadczony wódz
Na polach bitew aż po samą Barcelonę
Dziś mówią o mnie, że miłości ze mnie wróg
- Odchodzę – rzekła – lecz zostawiam moje ciało
śpij na nim w nocy i w ogóle rób, co chcesz
Tylko nim zasnę przekłuj Różę ostrym drutem
I Łabędzia nim dokładnie skrępuj też
Od dawna spełniam bezsensowną dość powinność
I pieszczę ją z szacunkiem, gdzie się da
Całuję usta rozchylone, piękno chwalę
A ludzie zwą mnie Zdrajcą prosto w twarz
***
Madonna samotności (our lady of solitude)
Przez całe długie lato
W mej duszy rosła wciąż
Gęstwiną pełną cierni
Miała zręczne, chłodne palce
Niczym prządka
Miała ciało pełne światła
Pełen mroku miała wdzięk
Pieściła mnie przez całe lato
Aż poznałem ją dokładnie
Twarzą w twarz
Nosi strój błękitno-srebrny
Jest milcząca, skąpi słów
Całego świata jest schronieniem
Mistrzynią, ach, mistrzynią
Ludzkich serc
O Madonno, Królowo Samotności
Podziekowania ślę
Za to, że byłem z Tobą blisko
Chociaż wielu, bardzo wielu
Nie zna Cię
Miała ciało pełne światła
Pełen mroku miała wdzięk
Pieściła mnie przez całe lato
Aż poznałem ją dokładnie
Twarzą w twarz
***
Lover, lover (lover, lover)
Prosiłem Ojca
- Ojcze, daj mi nowe imię
Bo stare już splamiło się
Strachem i wstydem
Lover, lover, lover
Lover, lover, lover
Come back to me!
Odrzekł – Na próbę
W tym ciele cię zamknąłem
Możesz nim radość dać kobiecie
Lub zrobić z niej oręż
Lover, lover, lover
Lover, lover, lover
Come back to me!
- Pozwól zacząć jeszcze raz
Błagałem – pozwól jeszcze raz
Spokojną duszę pragnę mieć
I znów na twardym gruncie stać
Lover, lover, lover
Lover, lover, lover
Come back to me!
Rzekł – Ja nie odwracałem się
Nigdzie nie odchodziłem
Sam zasłoniłeś moją twarz
Sam wzniosłeś tę świątynię
Lover, lover, lover
Lover, lover, lover
Come back to me!
Niech głos tej pieśni wzniesie się
Radością i swobodą
I niechaj będzie tarczą twą
Przeciwko wszystkim wrogom
Lover, lover, lover
Lover, lover, lover
Come back to me!
***
Dziś w nocy będzie fajnie (tonight will be fine)
Czasem łapię się na tym
Że się grzebię w przeszłości
Przysięgaliśmy sobie
Wytrwać w naszej miłości
Ty kochałaś powoli
Ja skakałem jak pchełka
Dziś ja jestem za cienki
A twa miłość za wielka
Ale wiem z oczu twych
Uśmiech twój mówi mi
Że tej nocy jeszcze raz
Jeszcze raz będzie nam
Fajnie przez jakiś czas
Sam troskliwie wybrałem
To wspaniałe mieszkanie
Okna są w nim za małe
Nic nie wisi na ścianie
Jedno tylko jest łóżko
Tylko jedna modlitwa
Aż do rana się modlę
Żebyś wreszcie już przyszła
Ale wiem z oczu twych
Uśmiech twój mówi mi
Że tej nocy jeszcze raz
Jeszcze raz będzie nam
Fajnie przez jakiś czas
Lubię patrzeć, jak ona
Się do mnie rozbiera
Naga mięknie od razu
Gdy miłość w niej wzbiera
Całym ciałem porusza
Jest odważna i piękna
Gdybym już nie zapomniał
Chciałbym o tym pamiętać
Ale wiem z oczu twych
Uśmiech twój mówi mi
Że tej nocy jeszcze raz
Jeszcze raz będzie nam
Fajnie przez jakiś czas
***
Partyzant (partisan)
Gdy przełamał wróg granicę
I zażądał, bym się poddał
Powiedziałem – Nie!
Wziąłem broń i zniknąłem
Moje imię zmieniam często
Żona z dziećmi gdzieś przepadła
Lecz przyjaciół mam
I kilku z nich jest ze mną
Stary człowiek nas ocalił
Na swym dachu dał schronienie
Potem nadszedł wróg
I starzec zmarł bez jęku
Trzech nas było dzisiaj rano
A wieczorem sam zostałem
Jednak muszę trwać
Granice są więzieniem
Wicher wieje, wicher wieje
Nad grobami wicher wieje
Wolność musi przyjść
A my wyjdziemy z cienia
***
Ptak na drucie (bird on the wire)
Jak ptak
Na drucie
Jak pijak
W nocnym chórze
Próbowałem
Na swój sposób
Być wolnym
Jak robak
Na wędce
Jak rycerz
W jakiejś starej księdze
Zachowałem dla Wolności
Swe chorągwie
Jeżeli bywałem niemiły
Mam nadzieję, że już wybaczyłaś
Jeśli nawet kłamałem
Wiesz, że ciebie oszukać nie chciałem
Jak martwy
Noworodek
Jak bestia
Ostrym rogiem
Rozdzierałem każdego
Kto się zbliżał
Lecz przysiegam
Na tę pieśń
I na wszystko
Co czyniłem źle
Że dla ciebie
Te grzechy naprawię
Zobaczyłem żebraka
Wspartego na drewnianej kuli
Rzekł do mnie
- Nigdy nie żądaj za wiele!
A piękna dziewczyna
W drzwiach ciemnych stojąca
Zawołała
- Hej, dlaczego nie prosisz o więcej?
Jak ptak
Na drucie
Jak pijak
W nocnym chórze
Próbowałem
Na swój sposób
Być wolnym
***
Diamenty w kopalni (diamonds in the mine)
Kobieta w błękitach
Okrutnej zemsty chce
Mężczyzna w bieli – to ty
Przyjaciół ma wciąż mniej
Wszystkie rzeki wypełnia
Starych puszek rdza
A w twej Ziemi Obiecanej
Pożar trawi las
Nie ma już żadnego listu w skrzynce!
Nie ma już twych winnic pośród wzgórz
Nie ma już cukierków w bombonierkach
Wszystkich twych!
I diamentów w kopalni nie ma już!
Więc powiadasz, że twój miły
Odniósł wiele ciężkich ran
W związku z wyżej wymienionym
Dość poważny kłopot mam
Sam widziałem, jak pożerał
Żywcem jedną z pań
Kiedy Pierwsi Chrześcijanie
Umierali w paszczy lwa
Nie ma już żadnego listu w skrzynce!
Nie ma już twych winnic pośród wzgórz
Nie ma już cukierków w bombonierkach
Wszystkich twych!
I diamentów w kopalni nie ma już!
Ach, nie jest zbyt wygodnie
W kotle czarownicy tkwić
Dezynfekcja wrzącej smoły
Nie pomoże nic a nic
Rewolucji Wielka Chluba
Energiczny pewien gość
W zabijaniu własnych dzieci
Wytresował kobiet moc
Nie ma już żadnego listu w skrzynce!
Nie ma już twych winnic pośród wzgórz
Nie ma już cukierków w bombonierkach
Wszystkich twych!
I diamentów w kopalni nie ma już!
***
Jedno z nas nie może się mylić (one of us cannot be wrong)
Zapaliłem zielony ogarek
By zazdrość ukłuła cie też
Lecz zleciały się zewsząd komary
Na wieść, że już można mnie zjeść
Zebrałem więc pył
Z szarych nocy i dni
I wsypałem w twój but pełną garścią
Postąpiłem jak zbój
Dewastując twój strój
Którym przecież podbiłaś ten świat
Do lekarza zaniosłem swe serce
Powiedział, że nie jest tak źle
I sam sobie wypisał receptę
I imię wymienił w niej twe
I zamknął się sam
W bibliotece a tam
Z naszych nocy doniesień miał stos
Dowiedziałem się wnet
Że skończony to człek
Że praktykę zaniedbał ten gość
Pewnie święty też kochał się w tobie
Słuchałem go przez jakiś czas
Nauczał, że miłość powinna
Silniejszy niż złoto słać blask
Już bym wiarę mu dał
Już przekonać mnie miał
Lecz utopił się święty ów mąż
Ciało znikło a duch
Nieśmiertelny za dwóch
Dalej bzdury te same plótł wciąż
Zaprosił mnie pewien Eskimos
Wyświetlił najnowszy twój film
Nieszczęsny, dygotał jak listek
I siny od zimna aż był
Przypuszczam, że zmarzł
Gdy wiatr suknię ci zdarł
I już nigdy nie przestał się trząść
Wyszłaś pięknie, mój snie
W tej zadymce, we mgle
Proszę pozwól, niech wejdę w twój sztorm
***
Słynny niebieski prochowiec (famous blue raincoat)
Jest czwarta nad ranem
Już kończy się grudzień
List piszę do Ciebie
Czy dobrze się czujesz?
W New Yorku jest zimno
Poza tym wszystko w porządku
Muzyka na Clinton Street
Gra na okrągło
Podobno budujesz
Swój własny dom
W głębi pustyni
Od życia nie chcesz już nic
Lecz miałeś zachować
Wspomnienia
A Jane do dziś
Kosmyk włosów ma Twych
Wiem, gdy dawałeś go jej
Myślałeś już o tym, by zwiać
Lecz niełatwo jest zwiać
Gdy tu byłeś ostatnio
Wyglądałeś jak starzec
Podniszczyłeś swój słynny
Niebieski prochowiec
Do każdego pociągu
Wychodziłeś na dworzec
Bez Swej Lili Marlene
Pojechałeś do domu
Dałeś mojej kobiecie
Swego życia
Zaledwie strzęp
Nie jest już moją żoną
I Twoją
Też nie
Ciaglę widzę Cię
Z różą w zębach, choc wiem
Ze to tani był greps
Lecz spodobał się Jane
Jane pozdrawia Cię też
Cóż mam Ci powiedzieć
Mój Bracie, mój Kacie
Sam nie wiem, czy pisać
Czy nie...
Brakuje mi Ciebie
Przebaczam od siebie
To dobrze, żeś w drogę
Mi wszedł
A może byś
Tak kiedyś wpadł
Do mnie
Lub do Jane
Twój wróg nadal sypia twardo
A jego żona
Nudzi się
A Jane do dziś
Kosmyk włosów ma Twych
Wiem, gdy dawałeś go jej
Myślałeś już o tym, by zwiać
Tak
A Jane do dziś
Kosmyk włosów ma Twych
Wiem, gdy dawałeś go jej
Myślałeś już o tym, by zwiać
Z poważaniem
L.Cohen
***
Wspomnienia (memories)
Frankie Laine
śpiewał właśnie “Jesabel”
Przypiąłem więc Żelazny Krzyż
Do piersi swej
Poszedłem do najwyższej z dziewczyn
I najbardziej blond
Powiedziałem – Jeszcze nie znasz mnie
I to twój wielki błąd
Więc, czy pokażesz mi
Gadaj, czy pokażesz mi
Swe nagie ciało?
Chodź, odtańczymy
W najciemniejszy kąt
Tam może nie odepchnę
Twoich rąk
Wyraźnie słyszę w twoim głosie
Wielki głód
Wszystkiego dotknąć, czego zechcesz
Będziesz mógł
Lecz nie pokażę ci
Nigdy nie pokażę ci
Nagiego ciała!
Tańczmy blisko
Zespół zagrał “Star Dust”
Konfetti, baloniki
Lecą prosto w nas
Szepnęła – Masz minutę
By zakochać się...
W tak uroczystej chwili
Muszę wierzyć, że
Pokażesz jednak mi
Że pokażesz w końcu mi
Że pokażesz dzisiaj mi
Swe nagie ciało!
***
Wydaje się tak dawno, Nancy (it seems so long ago, nancy)
Wydaje się tak dawno
Nancy była sama
Oglądała ostatni program
Przez półszlachetny kamień
W Domu Uczciwości
Jej ojciec był sądzony
W Domu Tajemnicy
Nie było już nikogo
Nie było już nikogo
Wydaje się tak dawno
Nikt z nas nie był twardy
Nancy w zielonych pończochach
Spać chodziła z każdym
I chociaż była sama
Nie mówiła, że cierpi
Myślę, że nas kochała
W sześćdziesiątym pierwszym
W sześćdziesiątym pierwszym
Wydaje sie tak dawno
Nancy była sama
Czterdziestkapiątka przy skroni
Słuchawka odłożona
Mówili, że jest piękna
Że wolność też się liczy
Lecz nikt z nią nie poszedł
Do Domu Tajemnicy
Do Domu Tajemnicy
Dziś dostrzegasz ją wszędzie
Gdy wokół siebie patrzysz
Tyle ciał podobnych
Takich samych włosów
A w zagłębieniu nocy
Zdrętwiały i zziębnięty
Słyszysz, jak mówi po prostu
To fajnie, że przyszedłeś
To fajnie, że przyszedłeś
***
Maleńka, nie wolno się żegnać w ten sposób (hey, that's no way to say goodbye)
Kochałem cię dziś rano
Ust naszych ciepła słodycz
Jak senna, złota burza
Nade mną twoje włosy
Przed nami na tym świecie
Już inni się kochali
I w mieście albo w lesie
Też tak się uśmiechali
A teraz trzeba zacząć
Rozłączać się po trochu
Twe oczy posmutniały
Maleńka, nie wolno się żegnać
W ten sposób
Napewno cię nie zdradzę
Odprowadź mnie do rogu
Ty wiesz, że nasze kroki
Zrymują się ze sobą
Twa miłość pójdzie ze mną
A moja tu zostanie
I tak się będą zmieniać
Jak brzeg i morskie fale
Czy miłość to kajdany?
Nie mówmy lepiej o tym
Twe oczy posmutniały
Maleńka, nie wolno się żegnać
W ten sposób
Kochałem cię dziś rano
Ust naszych ciepła słodycz
Jak senna, złota burza
Nade mną twoje włosy
Przed nami na tym świecie
Już inni się kochali
I w mieście albo w lesie
Też tak się uśmiechali
Czy miłość to kajdany?
Nie mówmy lepiej o tym
Twe oczy posmutniały
Maleńka, nie wolno się żegnać
W ten sposób
***
Zuzanna (suzanne)
W swe miejsce nad rzeka
Zabiera cie Zuzanna
Możesz słuchać plusku łodzi
Możesz zostać z nia do rana
Wiesz, że trochę źle ma w głowie
Lecz dlatego chcesz być tutaj
Proponuje ci herbatę
Oraz chińskie pomarańcze
I gdy właśnie chcesz powiedzieć
Że nie możesz jej pokochać
Zmienia twoją długość fali
I pozwala mówić rzece
Że się zawsze w niej kochałeś
I już chcesz z nią powędrować
Powędrować chcesz na oślep
Wiesz, że ona ci zaufa
Bowiem ciała jej dotknąłeś
Myślą swą
Pan Jezus był żeglarzem
Gdy przechadzał się po wodzie
Spędził lata na czuwaniu
W swej samotnej wieży z drewna
Gdy upewnił się, że tylko
Mogą widzieć go tonący
Rzekł – Żeglować będą ludzie
Aż ich morze wyswobodzi...
Lecz zwątpił zanim jeszcze
Otworzyły się niebiosa
Zdradzony, niemal ludzki
Jak kamień zapadł wtedy
W mądrość twą
I już chcesz z nim powędrować
Powędrować chcesz na oślep
Myślisz – chyba mu zaufam
Bowiem dotknął twego ciała
Myślą swą
Dziś Zuzanna za rękę
Prowadzi cię nad rzekę
cała w piórach i łachmanach
Z jakiejś Akcji Dobroczynnej
Słońce kapie złotym miodem
Na Madonnę tej Przystani
Sa tu dzieci o poranku
Bohaterzy w wodorostach
Wszyscy dążą do miłości
I podążać będą zawsze
Gdy Zuzanna trzyma lustro
I już chcesz z nią powędrować
Powędrować chcesz na oślep
Wiesz, że możesz jej zaufać
Bo dotknęła twego ciała
Myślą swą
***
Nauczyciele (teachers)
Poznałem raz pewną kobietę
O włosach najczarniejszych w świecie
- Czy jesteś nauczycielką serca?
- Tak, ale nie dla ciebie!
Dziewczynę znów spotkałem potem
Jej włosy były szczerozłote
- Czy jesteś nauczycielką serca?
Odrzekła miękko: Nie
Aż w jakimś zatraconym miejscu
Natknąłem się na pomyleńca
- Idź za mną – rzekł ów mądry człek
Lecz zaraz przepadł gdzieś
Poszedłem do szpitala, w którym
Nie było chorych ani zdrowych
Gdy w nocy wyszły pielęgniarki
Ja już nie mogłem chodzić
Przyszedł ranek i południe
Ostry skalpel chirurgiczny
Leżał sobie przy obiedzie
Obok mojej srebrnej łyżki
Przez pomyłkę dziewczyn parę
Weszło w moją świeżą ranę
- Czy jesteście nauczycielkami serca?
- Uczymy pękać serca stare
Zbudziłem się, gdy przyszedł świt
Zniknęły siostry, szpital znikł
- Mój Boże, czy cierpiałem dość?
- Dziecko, została z ciebie kość
Jadłem, jadłem, jadłem, jadłem
Jadłem dużo, co popadło
- Ile płacę za to wszystko?
- Zapłacisz później nienawiścią
Znienawidziłem wszystkie miejsca
Wszystkie twarze i zajęcia
Ktoś zapytał, czego chcę
Pragnąłem by ktoś objął mnie
Obejmowały mnie kobiety
Później robili to faceci
- Czy ma namiętność jest doskonała?
- Nie, jeszcze musisz się postarać
Byłem przystojny i zwycięski
Znałem słowa każdej pieśni
- Czy mój śpiew wam sie podoba?
- Znowu pomyliłeś słowa
Kim są ci do których mówię
Kim są moi spowiednicy?
- Czy jesteście nauczycielami serca?
- Uczymy stare serca ciszy
Czy już odrobiłem lekcje?
Nie chcę ich odrabiać wiecznie
Wszyscy wybuchnęli śmiechem
- Czy odrobiłeś lekcje?
- Czy odrobiłeś lekcje?
- Czy odrobiłeś lekcje?
***
Kim jestem ty wiesz (you know who i am)
Daremnie wszędzie ścigam cię
Daremnie za mną gnasz
Jak wieczny dystans kładziesz mnie
Pomiędzy wszystko, co może się stać
Kim jestem, ty wiesz
Ty znasz słońca blask
ja zmieniam się wciąż
Dzisiaj nikt, jutro ktoś
Raz po raz
czasami chcę cię nagiej
Czasami dzikiej znów
Noszącej w sobie dzieci me
i mordującej płód
Kim jestem, ty wiesz
Ty znasz słońca blask
ja zmieniam się wciąż
Dzisiaj nikt, jutro ktoś
Raz po raz
Porzucę wszelki opór
Gdy natrafisz na mój ślad
nauczę cię, jak można
Naprawić ludzki wrak
Kim jestem, ty wiesz
Ty znasz słońca blask
ja zmieniam się wciąż
Dzisiaj nikt, jutro ktoś
Raz po raz
Daremnie wszędzie ścigam cię
Daremnie za mną gnasz
Jak wieczny dystans kładziesz mnie
Pomiędzy wszystko, co może się stać
Kim jestem, ty wiesz
Ty znasz słońca blask
ja zmieniam się wciąż
Dzisiaj nikt, jutro ktoś
Raz po raz
***
Kto w płomieniach? (who by fire?)
Kto w płomieniach?
Kto w odmętach?
Kto w ciemności?
Kto w blasku słońca?
Kto w ciężkiej próbie?
Kto ot tak sobie?
Kto w pięknym, pięknym maju?
Kto w powolnym konaniu?
I jak nazwać tego, kto wzywa?
Kto w kościelnej ławie?
Kto z nieumiarkowania?
Kto z miłości?
Kto z wściekłości?
Kto pod lawiną?
Kto pod pyłem?
Kto z przepicia?
Kto z pragnienia?
I jak nazwać tego, kto wzywa?
Kto pogodzony?
Kto zaskoczony?
Kto w pustelni?
Kto przed zwierciadłem?
Kto z rozkazu swej pani?
Kto z własnej ręki?
Kto w śmiertelnym strachu?
Kto w blasku potęgi?
I jak nazwać tego, kto wzywa?
Kto w płomieniach?
Kto w odmętach?
Kto w ciemności?
Kto w blasku słońca?
Kto w ciężkiej próbie?
Kto ot tak sobie?
Kto w pięknym, pięknym maju?
Kto w powolnym konaniu?
I jak nazwać tego, kto wzywa?
***
Czy to jest to czego chciałaś? (is this what you wanted)
Ty byłaś obietnicą o świcie
Ja następnym rankiem
Ty byłaś Jezusem Chrystusem
Ja nędznym lichwiarzem
Ty byłaś zmysłową kobietą
A ja Zygmunetm Freudem
Ty byłaś manualnym orgazmem
A ja niewinnym chłopcem
Czy to jest to, czego chciałaś
Ten dom, który jest nawiedzany
Przez widma – ciebie i mnie?
Ty byłaś Marlonem Brando
A ja Stevem McQuinnem
Ty byłaś szarą maścią
A ja wazeliną
Ty byłaś Ojcem Współczesnej Medycyny
A ja porannym klinem
Ty byłaś kurwą, Bestią Babilonu
A ja Rin Tin Tinem
Czy to jest to, czego chciałaś
Ten dom, który jest nawiedzany
Przez widma – ciebie i mnie?
Jesteś stara i siwa
A ja ciągle chłopcem
Wciąż pożądasz wielu
A ja sypiam z jedną
Zwyuciężyłaś samotność
Mnie przychodzi to trudniej
Mówisz, że mnie nie kochasz
Ja rozpinam twą suknię
Czy to jest to, czego chciałaś
Ten dom, który jest nawiedzany
Przez widma – ciebie i mnie?
***
Manhattan (first we take manhattan)
Mój wyrok brzmiał: dwadzieścia lat znużenia
Tak karzą tych, co system zmienić chcą
Powracam niosąc zemstę i zniszczenie
Najpierw wziąć Manhattan – potem Berlin wziąć
Prowadzi mnie do szturmu znak na niebie
I piętno, które szpeci skóre mą
Prowadzi piękno śmiercionośnej broni
Najpierw wziąć Manhattan – potem Berlin wziąć
Naprawdę chciałbym być przy tobie blisko
Kocham twe ciało, kocham duszę, nawet strój
Lecz spójrz, nasz oddział zajął stanowisko
Mówiłem ci, mówiłem, taki jestem już
Kochałaś moje klęski, z dzisiaj dręczy cię wygrana
Wiesz, jak mnie powstrzymać, lecz dyscypliny nie dość masz
Modliłem sie co noc, by zacząć działać
Najpierw wziąć Manhattan – potem Berlin wziąć
Nie lubię pańskich interesów w świecie mody
I narkotyków, dzięki którym chudniesz wciąż
Powiedz, draniu, coś mej siostrze zrobił?
Najpierw wziąć Manhattan – potem Berlin wziąć
Naprawdę chciałbym być przy tobie blisko
Kocham twe ciało, kocham duszę, nawet strój
Lecz spójrz, nasz oddział zajął stanowisko
Mówiłem ci, mówiłem, taki jestem już
Dziękuję za przysłane mi przedmioty:
Za skrzypce z dykty i za małpę pstrą
Ćwiczyłem każdej nocy, jestem gotów
Najpierw wziąć Manhattan – potem Berlin wziąć
Pamiętasz mnie? Ja zwykłem żyć muzyką
Lecz tobie przyniosłem coś na ząb
W Dniu Ojca każdy broczy z jakiejś rany
Najpierw wziąć Manhattan – potem Berlin wziąć
***
Joanna D'arc (joan of arc)
Tylko płomień szedł za Joanną w tamtą noc
gdy nadjechała poprzez mrok
Znikł księżyc, który w zbroi lśni?
Któż jej pomoże przejść przez noc i dym?
Tej wojny, rzekła, dość już mam
Niech to co było, wróci znów
Weselny pragnę przywdziać strój
By pod nim skryć miłości wielki głód
Twe słowa bardzo cieszą mnie
Od dawna bacznie śledzę cię
I chciałbym zdobyć, gdybym mógł
Dziewicę chłodną, zimną niczym lód
Surowo rzekła: Kim żeś jest?
Bo przed nią w dymie ukrył się
Cóż, jestem ogniem, odrzekł on
Kocham dumę i samotność kocham twą
Mój ogniu, jeśli chłodu chcesz
Me ciało w swe ramiona weź...
To mówiąc wspięła sie na stos
Oddając mu swą rękę i swój los
A on w ognistym sercu swym
Joanny D'Arc popioły skrył
Weselnym gościom oddał zaś
Jej strój weselny, w pół zwęglony płaszcz
Widziałem ją, słyszałem płacz
Widziałem w oczach chwały blask
Czy miłość zawsze musi być
Aż tak okrutna i tak mocno lśnić?
***
Rzeźnik (the butcher)
Poszedłem do rzeźnika, gdy baranka zarżnąć miał
Oskarżyłem go, że okrutny jest
A on na to: To mój fach, więc bądź posłuszny mi
Mym jedynym dzieckiem jesteś ty!
Więc znalazłem srebrną igłę i wbiłem w ramię swe
Niewielkie szczęście, niewielki ból
Za to cieplej było mi, gdy zapadła noc
Jak tu przetrwać nocy chłód?
A dzisiaj kwiaty rosną tam, gdzie baranek padł
Czy miałem wznieść radosną pieśń, podziękować Panu tak?
Pan rzekł: Wędruję długo już, więc bądź posłuszny mi
Mym jedynym synem jesteś ty!
Nie opuszczaj mnie, nie wyrzekaj się
Od ostatniej klęski sił mi całkiem brak
Krew na moim ciele, w mojej duszy lód
Przejmij ster, mój synu. To twój świat!